Kuroń nie potrzebuje świeczek

No i mamy kolejny przebój lustracyjny – tym razem poszło o
rzekome negocjacje, które Jacek Kuroń miał pod koniec lat 80. prowadzić z SB, o
czym z wielkim szumem rozgłosił historyk z IPN w zeszłym tygodniu. Ponieważ tym
razem chodzi o legendę opozycji, którą to legendę środowiska będące w ofensywie
ideologicznej miałyby wielką ochotę podważyć, psy gończe rzeczonych środowisk
natychmiast podchwyciły trop. Obrońcy czci Kuronia stanęli do boju i rozpętała
się kolejna wielka zadyma, w której wyjawienie prawdy o kawałku historii Polski
zeszło na bardzo daleki plan.

Faktem jest, że lata 80. w tejże historii jawią się jako
szara plama. O ile zmianom w PRL w drugiej połowie lat 70. i Szesnastu Miesiącom
poświęcono mnóstwo prac, o tyle o latach 1982-1989, a w szczególności o
historii podziemnej Solidarności i relacjach opozycji z władzą, pisano mało i
niechętnie. Sam Kuroń jest tu świetnym przykładem – gdy jego wspomnienia z lat
1976-81, zatytułowane „Gwiezdny czas”, są fascynującym źródłem do historii tego
okresu, o tyle w poświęconej następnej dekadzie książce „Kwadratura koła” Kuroń
tak naprawdę nic ciekawego o tamtej epoce nie powiedział. Podobnie inni prominenci
opozycji z tamtej epoki. Skutek jest taki, że tak naprawdę nie jesteśmy w
stanie prześledzić, jaki proces historyczny doprowadził do strajków 1988 roku,
rozmów Kiszczaka z Wałęsą i Okrągłego Stołu, że ten przełom jawi się jako
wydarzenie deus ex machina.

Dla jednego z historyków IPN-u największą rewelacją
wynikającą z ujawnionych materiałów było uświadomienie, jak duże znaczenie
polityczne miała SB – wcześniej takie poglądy podobno były uważane za przejaw
spiskowej teorii dziejów. Otóż rzeczywistość drugiej połowy lat 80. wyglądała
tak, że rząd został odsunięty od polityki i zajmował się głównie wdrażaniem
kolejnych etapów reformy gospodarczej, partia zaś wpadła w stan kompletnej już
sklerozy. W tej sytuacji rzeczywistą politykę robiło kilka osób, MSW natomiast,
w tym Służba Bezpieczeństwa, stało się czymś w rodzaju ośrodka studiów strategicznych
(o roli gen. Pożogi w projektowaniu przedsięwzięć politycznych pisze choćby
Urban w swoim „Alfabecie”). Nie przypadkiem właśnie Kiszczak prowadził negocjacje
przedokrągłostołowe z Wałęsą, całkiem możliwe, że były one możliwe dzięki
jakimś wcześniejszym sondażowym spotkaniom na niższym szczeblu. Być może także
z udziałem Kuronia.

Stosunek do Okrągłego Stołu stał się w Polsce po 1989 roku
jednym z najważniejszych wyznaczników bieżącej postawy politycznej. I, jak w
wielu innych przypadkach, to środowiskom negatywnie oceniającym Okrągły Stół i
generalnie proces przemian udało się wygrać walkę o słowa i narzucić innym swój
dyskurs, zepchnąć obrońców Stołu do defensywy. I w tej defensywie zostają także
przy okazji „akt Kuronia”. Najwięcej zdrowego rozsądku wykazał Lech Wałęsa,
inni zapłonęli świętym oburzeniem wobec „szargania pamięci Kuronia”. Jeżeli
uważa się, że Okrągły Stół był zdradą narodową, to udział w rozmowach
otwierających szansę na niego (wszystko jedno, czy były to negocjacje, czy
tylko przedstawianie opinii) jest rzeczywiście szarganiem pamięci. Ale jeżeli
uważa się, że Okrągły Stół był sukcesem, to rzeczone rozmowy są zasługą Kuronia, a nie jego hańbą.
Zdumiewające dla mnie jest, że broniący pamięci Kuronia jego przyjaciele z KOR
i Solidarności nie zdają sobie sprawy, że przyjęli właśnie kryteria tych,
którzy od początku podważali polską drogę przemian.

Zachowanie Romana Giertycha (lider LPR postawił Jacka
Kuronia obok Szczęsnego Potockiego i Janusza Radziwiłła) jest świństwem, ale
byłbym naiwny, gdybym się temu specjalnie dziwił – Kuroń był dla środowisk
radykalnej prawicy wielkim przeciwnikiem, a nie ma u nas w zwyczaju oddawania
sprawiedliwości przeciwnikowi. Nie tylko po tej stronie, jak pisałem w notce o
ulicy Macierewicza. Przypomnę tylko, jak GW robiła z Macieja Giertycha
kolaboranta reżimu Jaruzelskiego w związku z jego udziałem – w tym samym
okresie, o którym mówimy – w Radzie Konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady
Państwa.

(Tu
można przeczytać, czym naprawdę była owa Rada).

A najlepszą odpowiedzią na insynuacje Giertycha ze strony przyjaciół
Kuronia byłoby nie palenie świeczek na jego grobie, ale opisanie, jak to w latach
80. było naprawdę. Bo inaczej jedynym źródłem historycznym będą nadal esbeckie
raporty.