W pięć lat po

Jakie były bezpośrednie, krótkofalowe skutki 11 września
2001 dla Zachodu, poza – oczywiście – śmiercią kilku tysięcy ofiar i tragedią
ich najbliższych?

Po pierwsze: w całym zachodnim świecie wezbrała niesłychana
i trudna do wyobrażenia fala współczucia i solidarności dla Stanów
Zjednoczonych Ameryki.

Po drugie: uwolniony został ogromny potencjał społeczny –
ludzie w USA, i nie tylko tam, poczuli się gotowi do daleko idących poświęceń
dla swojego kraju w tej wyjątkowej sytuacji.

Po trzecie: te poświęcenia obejmowały też gotowość do
poświęcenia części wolności na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa publicznego i
ochrony przed terrorystami.

Po czwarte: wytworzyła się, a być może tylko została
uwolniona, fala niechęci, podejrzliwości i wrogości w stosunku do Muzułmanów i
Arabów.

Dzisiaj, po pięciu latach, po pierwszym i drugim elemencie
nie zostało już nic. Może sobie co prawda profesor Wolniewicz mówić, że atak na
Stany Zjednoczone to było wypowiedzenie wojny całemu Zachodowi i w związku z
czym my, jako element Zachodu, powinniśmy wiernie przy Stanach Zjednoczonych
stać. Pięć lat temu taka wypowiedź była odzwierciedleniem opinii zdecydowanej
większości zachodnich społeczeństw; dzisiaj brzmi jak głos kogoś z innej epoki.
Oczywiście taka zmiana jest skutkiem postępowania samych Stanów Zjednoczonych.
Nie chodzi tylko o unilateralizm, o akceptowanie tylko takich partnerów, którzy
zgadzali się na rolę potakiwaczy; chodzi nawet bardziej o mandat moralny, który
na skutek najpierw oszustw Busha przy rozpoczynaniu wojny z Irakiem, a potem
rozlicznych nadużyć w trakcie trwania tej wojny USA straciły.

Co nam zostało, poza trzema już rozgrzebanymi kampaniami
rozpoczętymi pod hasłami „wojny z terroryzmem” (Afganistan, Irak, Liban – nawet
w Afganistanie zaprowadzenie pokoju, porządku i jakiejś tam demokracji dzisiaj
się wydaje o wiele mniej prawdopodobne niż kilka lat temu)? Tylko postępujące przyzwolenie
na ograniczenie wolności i antyarabski resentyment. Póki to ograniczenie
wolności dotyczy wyłącznie np. procedur na lotniskach, można jeszcze to
zrozumieć – chociaż może racjonalniejsza byłaby akceptacja pewnego (niezbyt
wysokiego przecież) ryzyka zamachu związanego z podróżą samolotem, tak jak
akceptujemy ryzyko wypadku samochodowego i nie oczekujemy wprowadzenia
ograniczenia prędkości do 50 km/h. W tej atmosferze nie jest to możliwe. W tej
atmosferze zaczynają się pojawiać natomiast pomysły znacznie dalej idące.
Prawda, że różni bossowie wywiadów od dawna mieli ochotę na gromadzenie
prywatnych danych obywateli, podsłuchiwanie rozmów telefonicznych, podglądanie
maili czy zmianę procedur w sprawie postępowania z podejrzanymi (aż po
zezwolenie na tortury). Przed 11 września jednak nikt, poza grupką miłośników
państwa policyjnego, nie traktował takich pomysłów poważnie.

Oczywiście Polska, jako najwierniejszy sojusznik USA
(biorąc pod uwagę rzeczywisty kształt relacji amerykańsko-polskich
adekwatniejsze byłoby inne określenie) znajduje się tu w awangardzie nowych
zwyczajów, co oczywiście będzie rzutować na nasz obraz w oczach krajów, które
jeszcze są do standardów w zakresie praw człowieka przyzwyczajone. Nie mam
pojęcia, czy w Polsce były tajne więzienia CIA czy nie. Czytając jednak
wypowiedzi polskich polityków na ten temat odnosiłem wrażenie, że nie mieli oni
chęci wyjaśnić dokładnie całej sprawy, że w ogóle nie czuli, jak bardzo
zawstydzająca dla Polski ta afera jest, natomiast raczej dziwili się, czego ta
wstrętna Unia i Rada Europy znowu się nas czepiają.

I wreszcie ostatnia rzecz. Po 11 września w stosunku do
Arabów przestał obowiązywać pewien standard politycznej poprawności, który –
jak sądzę – zaliczał się do zdobyczy cywilizacji Zachodu drugiej połowy XX
wieku. Po 11 września dozwolone w dyskursie publicznym stały się wypowiedzi
odwołujące się do odpowiedzialności zbiorowej czy wręcz wprost rasistowskie. Po
11 września Stanisław Lem mógł sobie zażartować, że lekarstwem na problem z
Arabami byłoby zrzucenie nad kraje arabskie jakiegoś proszku sprowadzającego
bezpłodność, i po tym żarciku pozostał osobą powszechnie szanowaną. Wyobrażam
sobie, co by było, gdyby dotyczył on Żydów czy Murzynów. Po 11 września możliwe
się stało, że Oriana Fallaci otrzymała nagrodę im. Karskiego i w jej imieniu odebrał
ją ktoś taki jak Adam Michnik. W innych krajach na serio dyskutuje się o ekstradycji
części ludności muzułmańskiej (nie wiadomo za bardzo, za co). Oczywiście, nie ma
co udawać, że nie ma żadnego problemu, znaczna część ludności muzułmańskiej zamieszkałej
w Europie nie ma zamiaru bowiem zaakceptować obowiązującego porządku prawnego i
systemu wartości. Pytanie tylko, czy oznacza to, że my mamy z tego systemu rezygnować.

A właśnie wygląda, że rezygnujemy.