Wykształciuchy

Kariera słowa „wykształciuch” jest niewątpliwie jednym z
największych sukcesów rządów PiS-u i ministra Dorna osobiście. W zasadzie nie
jest niczym nowym w dyskursie politycznym RP większej lub równej od trzech, że
jakaś grupa potraktowana z założenia dyskredytującym epitetem zaczyna
posługiwać się tym epitetem jako samookreśleniem. Przykłady – choćby słowa
„oszołom” czy zwłaszcza „ciemnogród”. Natomiast nowością – i swoistym
paradoksem – jest to, że przyjmując ten epitet jako samookreślenie, grupa, o
której mowa, potwierdza w tej sposób zasadność tego epitetu. Co Dorn miał na
myśli mówiąc o wykształciuchach? Część ludzi z wyższym wykształceniem, której
się wydaje, że z racji wyższego wykształcenia jest lepsza od całej reszty
społeczeństwa, jest zwolniona od jakiejkolwiek solidarności z tą resztą społeczeństwa,
może nią pogardzać i się z niej wyśmiewać. Która nie jest skłonna do nawiązania
jakiegokolwiek dialogu z ludźmi o innych poglądach i nawet do próby zrozumienia
ich. Ci, którzy kiedyś zachwycali się Kabaretem Olgi Lipińskiej i piosenką, że
„Balcerowicz wyciął nam numer”, a później ukuli pogardliwe określenie „moherowe
berety”.

I oto widzę demonstrację Platformy Obywatelskiej i
transparent z napisem (cytuję niedokładnie): „Tu są wykształciuchy”. Czytam
blog jednego z czołowych dziennikarzy Gazety Wyborczej i tekst „pochodzę z
rodziny nauczycielskiej, czyli jestem typowy wykształciuch”. Dziesiątków innych
wypowiedzi z forów internetowych aż nie ma co cytować. Z tych wypowiedzi aż
bije: po pierwsze – kompletne niezrozumienie wypowiedzi Dorna (albo jej
nieznajomość, albo celowe przekręcanie znaczenia – w każdym razie przypisywanie
jej pogardy dla całości grupy ludzi
wykształconych, a nie tylko dla konkretnej części), po drugie – traktowanie
siebie jako kogoś lepszego niż inni ze względu na swoje wykształcenie właśnie. A
więc – osoby używające w taki sposób słowa „wykształciuch” paradoksalnie i
zapewne wbrew własnej woli potwierdzają diagnozę Dorna.