Pomnik zdewastowany

Jacyś wandale zdewastowali (zamalowali farbą) świeżo odsłonięty pomnik
Dmowskiego w Warszawie. Akurat w Święto Niepodległości. Mogliby chociaż dzień
poczekać.

Cała debata wokół pomnika Dmowskiego wywołała we mnie
daleko idący niesmak i sprawiła, że straciłem resztki szacunku do osób, które
kiedyś szanowałem dość mocno, w szczególności do Marka Edelmana na przykład.
Chcąc przywalić postaci historycznej i ideologii, której jest twórcą,
protestujący przeciw pomnikowi bowiem świadomie zakłamują historię. Nie tylko
kompletnie ahistorycznie podchodzą do zjawiska nacjonalizmu z przełomu XIX/XX
wieku, który może nam się dzisiaj nie podobać, ale był etapem nie do
przeskoczenia w kształtowaniu się nowoczesnych narodów. Nie tylko rozciągają na
całą działalność Dmowskiego jego rzeczywiście bliskie totalitaryzmowi poglądy z
końca lat 30. (które też powinno się rozpatrywać w określonym historycznym
kontekście). Ale przede wszystkim – przechodzą do porządku dziennego nad tym,
co jest największą historyczną zasługą Dmowskiego dla Polski, także dla pani Janion
i pana Edelmana: nad zdobyciem uznania niepodległości Polski i jej granic. Bo
warto przypomnieć, że np. taka Ukraina też w 1918 roku ogłosiła niepodległość.

Generalnie chodzi o to, że niektórzy chcą zawłaszczyć
pamięć historyczną. Czy może raczej już ją zawłaszczyli i teraz nie chcą
oddawać – bo odzyskanie niepodległości Polski jest kojarzone przede wszystkim z osobą Józefa
Piłsudskiego, mimo tego, że w rzeczywistości do tej niepodległości dążyli
ludzie z różnych opcji, każdy na swój sposób, i każdy się do tej niepodległości
przyczynił. I to jest może w tym cudzie 1918 roku najbardziej niesamowite. Ale żeby
to zauważyć, trzeba by uznać zasługi kogoś z wrogiego obozu politycznego. A to
jest dla Janion, Edelmana i wandali z farbą za trudne. Tak samo jak dla pokrewnych im duchowo typów z Młodzieży Wszechpolskiej, którzy odmawiają jakichkolwiek zasług np. Jackowi Kuroniowi.

A ja będąc w Warszawie zapalę pod pomnikiem Dmowskiego
świeczkę.

PS. Znalazłem gdzieś bardzo trafne pytanie, dlaczego
Janion, Edelman @ Co. nie żądają usunięcia z listy lektur szkolnych „Lalki”
Prusa, o zburzeniu pomnika pisarza nie mówiąc? Przecież można w niej znaleźć
wyraźne ślady niechęci do Żydów i ich ekonomicznej dominacji, i to właśnie w
tym duchu, w którym później ukształtowała się ideologia Narodowej Demokracji.
Przeoczenie?

Deszczowa wyborcza niedziela

Pisałem tu już parokrotnie o kryzysie samorządności w
Polsce, ale  dzisiaj właśnie  wybory,  frekwencja będzie pewnie oscylować w granicach 35%  i będzie szukanie przyczyn, więc pozwolę sobie  dorzucić swoją diagnozę (mam nadzieję, że nie będę ścigany za złamanie ciszy).

W ciągu ostatniej kadencji samorządowej mieszkałem w dwóch
miastach, które są uważane wręcz za największe (obok Gdyni) przykłady sukcesu
samorządności w Polsce – we Wrocławiu i Katowicach. Oba są rządzone przez te
same ekipy praktycznie od 1990 roku, w obu rozstrzygnięcie co do wyboru
prezydenta zapadnie już dziś. W Katowicach Piotr Uszok – dotychczasowy
prezydent – ma przynajmniej jakichś kontrkandydatów. Co prawda Platforma
Obywatelska chyba chciała dobitnie pokazać, że fotel prezydenta Katowic
traktuje kompletnie niepoważnie – wystawiła w wyborach dwudziestosiedmiolatka
bez żadnych osiągnięć, bez programu i bez wiedzy o historii miasta (bo gdyby
takową miał, pewnie nie zadawałby pytań, dlaczego w Katowicach nie ma takiego
rynku jak w Krakowie czy Wrocławiu). W każdym razie jakaś alternatywa
teoretycznie jest. We Wrocławiu miłościwie panujący prezydent Dutkiewicz
zapewnił sobie poparcie PO i PiS-u, z kandydowania na jego rzecz zrezygnował
także niedoszły kandydat Samoobrony. Zanosi się zatem na wynik rzędu ponad 80%.
Łukaszenka zagryzie zęby z zazdrości. Na szczęście nie mieszkam już we
Wrocławiu, nie muszę zatem się zastanawiać, czy chcąc zademonstrować brak
swojego entuzjazmu dla działań Słońca Nadodrza poprzeć kandydata Ligi Polskich
Rodzin, czy skreślić wszystkie kandydatury.

Co to oznacza? Parę rzeczy. Po pierwsze, władze
samorządowe, widząc, że nie mają poważnej alternatywy, nie muszą się specjalnie
starać. Uszok może dalej administrować i budować kolejne drogi nie mając śladu
pomysłu na rozwój miasta i poprawę jego wizerunku – a miasto, skazane tak naprawdę na sukces, popada w coraz
to większą stagnację. Dutkiewicz może brylować w mediach, planować wielkie
przedsięwzięcia i być dumnym z Wrocławia na billboardach, mimo że pozwala na np.
totalną degrengoladę komunikacji miejskiej (paskudnie drogiej, stanowczo za
rzadko jeżdżącej, wolnej i wiecznie się spóźniającej) albo na zakorkowanie miasta
przez źle zaplanowane i koordynowane remonty dróg. Gdyby podobne rzeczy miały
miejsce np. w Warszawie, gdyby w Warszawie komunikacja działała tak, jak we
Wrocławiu, mieszkańcy wywieźliby komisarza Marcinkiewicza na taczkach nie czekając
na wybory. Wrocławianom takie drobiazgi nie przeszkadzają, wszak to tylko
przejściowe trudności w mieście Dynamicznego Rozwoju – o skali tego dynamizmu
niech świadczy fakt, że np. w ciągu tylko ostatnich kilku miesięcy dwoje z
moich bliskich wrocławskich znajomych (a nie, żeby tych bliskich znajomych było
aż tak wiele) w poszukiwaniu sensownej pracy było zmuszonych wynieść się z
Wrocławia do innych miast Polski.

Tak czy owak dla Dutkiewicza nie ma wyboru, podobnie jak
dla Uszoka, Szczurka, Frankiewicza, Kopla czy paru innych prezydentów
rządzących/współrządzących swoimi miastami od kilkunastu lat (jeżeli nie
osobiście, to w ramach tej samej ekipy). Mówi się o nich jako o przykładach
sukcesu samorządności – dla mnie jest to raczej dowód na brak poważnej debaty
na poziomie samorządu (tych panów wybiera się dlatego, bo są znani i dlatego,
że nie mają tak naprawdę poważnej opozycji z poważnymi pomysłami dla swoich
miast). Tyle że oni wszyscy wywodzą się z „pierwszej fali” samorządu – jeszcze z
początku lat 90. Gdzie są ich następcy?