Tragedia w Halembie i jej nadużywanie

Przy okazji tragedii w Halembie i ogłoszonej z tego powodu
żałoby narodowej (cały czas się zastanawiam, ile wynosi liczba N taka, że przy
śmierci N osób w wypadku przy pracy żałoby się nie ogłasza, a przy śmierci N+1
już tak; równo rok temu w Zofiówce zginęło trzech górników i ich śmierć ledwie
zauważono w mediach, choć ból i tragedia bliskich zapewne bynajmniej mniejsza
nie jest) pojawiły się komentarze w stylu: „A widzicie! Teraz to współczujecie,
a tak to patrzycie na górników jak na bandę rozpuszczonych darmozjadów od czasu
do czasu demolujących stolicę. Teraz zobaczyliście, jak to niebezpieczna i
ryzykowna jest praca”. W takim tonie na przykład pisze Bartosz Wieliński w
swoim blogu
, nie mówiąc o dziesiątkach innych komentarzy na forach
internetowych czy w telefonach do radia. Otóż w moim przekonaniu jest to dosyć
bezczelne nadużycie tragedii, że się tak wyrażę.

Mieszkam na Górnym Śląsku, wiem, że ten region jest tym,
czym jest, przede wszystkim dzięki górnictwu właśnie, jestem dumny z jego
historii, kultury i tradycji, której to tradycji bardzo ważną częścią zawsze
był właśnie pewien górniczy etos. Nigdy w życiu nie byłem w kopalni (nie licząc
skansenu w Tarnowskich Górach), ale jestem w stanie sobie wyobrazić, jaka to
praca. Ale to, że jest to praca ciężka i niebezpieczna, nie może oznaczać, że
może być wyjęta spod praw ekonomii, że można zmuszać innych pracowników, by
zarabiali na górnicze pensje, premie i wcześniejsze emerytury. I zupełnie
rozumiem, że ci, którzy na to wszystko zarabiają i którzy właśnie usłyszeli, że
ZUS zamierza sobie pożyczyć składki z OFE, nie są tym specjalnie zachwyceni. I
nie sądzę, żeby jakakolwiek tragedia w jakiejkolwiek kopalni miała to zmienić. To jest wydarzenie zupełnie innej kategorii.

Tymczasem oczywiście władze państwowe, dopingowane przez
media i tzw. opinię publiczną, zaczęły na wyścigi obiecywać publiczne pieniądze
rodzinom i bliskim zmarłych górników. Oczywiście, im się należy renta – ale powinien ją wypłacić ZUS na ogólnych zasadach,
ubezpieczyciel i wreszcie pracodawca górników lub Kompania Węglowa, o ile
zostaną uznani za winnych tragedii. Zwyczaj, że w podobnych sytuacjach renty
się wypłaca z pieniędzy publicznych, jest chory – i kompletnie nieuczciwy wobec
rodzin tych pracowników, którzy mieli nieszczęście zginąć w mniej
spektakularnym wypadku. Ale cóż, od czasu, kiedy pewien premier jak
najzupełniej słusznie powiedział, że od powodzi to się powinno ubezpieczyć i do
tej pory jest uważany za człowieka niewrażliwego na ludzką krzywdę, żaden
polityk nie podłoży się w podobny sposób.