Po finale

I prawdziwy Napoleon miał swoje Waterloo.

Nie wiem, co tam się stało w drużynie i nie wierzę w
opinię, którą Marek Karbarz wysunął w studiu telewizyjnym, że „podświadomie
zadowolili się srebrem”. Wydaje się, że Raul Lozano popełnił poważny błąd
pozwalając grać Piotrowi Gackowi oraz praktycznie nie próbując oddziaływać na wydarzenia,
gdy na boisku działo się źle – zarówno w pierwszym, jak i trzecim secie. Ale
powiedzmy sobie szczerze – miałoby to wpływ raczej na wrażenie, niż na wynik. Może gdyby mecz zaczął się inaczej… W
każdym razie – Brazylia to nie Rosja, która nagle przestaje grać, ani nie
Bułgaria, z którą można wygrać nawet grając minimalnie słabiej. Tu marginesu
błędu praktycznie nie ma i trzeba wykorzystać każdą szansę, bo drugiej nie
będzie. W półfinale chcieliśmy podarować Bułgarom wygraną w kluczowym trzecim
secie, a oni nam ją oddali z powrotem. Brazylijczycy natomiast również kluczowy
drugi set wygrali i było już w zasadzie po meczu.

Ktoś stwierdził, że skompromitowaliśmy się i że Tunezja by
lepiej z Brazylią zagrała. Otóż całkiem możliwe – przeciwko Tunezyjczykom
Brazylijczycy w życiu nie byliby tak zdeterminowani. Ci, którzy tak mówili,
zapewne nie oglądali półfinału, w którym lepsza zapewne od Tunezji drużyna,
czyli Serbia, została zdemolowana w końcówce pierwszego seta i rozgromiona (do
12) w ostatnim. Serbowie co prawda jednego seta wygrali, ale obraz całego meczu
był bardzo podobny do finału.

Mnie niepokoi tylko jedna rzecz (poniekąd związana z tym,
o czym pisałem w poprzednim wpisie). W całych tych mistrzostwach było widać, że
im ważniejszy mecz, tym kluczowi zawodnicy grają gorzej. Dotyczy to przede
wszystkim Świderskiego, w mniejszym stopniu Wlazłego. W meczu z Rosją zastąpili
ich dzielnie rezerwowi Szymański i Gruszka, w półfinale Winiarski i Kadziewicz,
w finale już nie znalazł się nikt taki. To, że w tej drużynie brak osobowości
kalibru Grbicia czy Miljkovicia, którzy grają genialnie, gdy drużyna najbardziej
tego potrzebuje, to dla mnie największy jej problem – i tego Lozano nie udało się
zmienić. (Nota bene, śmieszy mnie argument, że Świderskiego rywale znają i
wiedzą, jak atakuje. Przecież w czołówce światowej znają się wszyscy).

Japońskie mistrzostwa potwierdziły absolutną dominację Europy
w męskiej siatkówce – za Brazylią uplasowało się sześć reprezentacji
europejskich, gdyby nie forująca gospodarzy drabinka, byłoby ich pewnie siedem,
a przecież w domu zostały tak silne drużyny jak np. Hiszpania. Dlatego
wyzwania, jakie stoją przed reprezentacją -mistrzostwa Europy i kwalifikacje
olimpijskie – są naprawdę poważne. Ale wicemistrzostwo świata zobowiązuje – a i
zupełnie zmienia to, jak się jest postrzeganym przez rywali. W ME mamy „połówkę
śmierci” z Rosją, Bułgarią i Włochami – ale to w końcu Polska pokonała te
drużyny na MŚ i uplasowała się od nich wyżej, więc teraz to rywale powinni się
nas bać, a nie – jak było dotąd – my ich.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s