Najpiękniejsze pasmo Karpat Zachodnich

Tytuł brzmi dość prowokacyjnie, ale przez kilkanaście lat mojego chodzenia po górach miałem okazję zwiedzić zdecydowaną większość Karpat Zachodnich (zostało mi kilka pasm na Słowacji i na Węgrzech, głównie w Karpatach Wewnętrznych) i choć wiele z nich jest pod różnymi względami pięknych, uroczych, wyjątkowych, to żadne z nich nie zrobiło na mnie takiego całościowego wrażenia jak właśnie to, które ponownie mi się udało odwiedzić w ten weekend. Wiem, zaraz odezwą się wzburzeni miłośnicy Tatr – które są niewątpliwie spektakularne, ale gdzie dziś w Tatrach można spędzić samotnie noc w szałasie, w środku gór? A ja właśnie taki biwak przeżyłem i na własne oczy widziałem słońce wstające nad Suchym vrchem.

suchy vrch

Pierwszy raz we wspomnianym pasmie byłem dziewięć lat temu, też na weekend Bożego Ciała zresztą. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Szliśmy z Harmanca Doliną Tufną, lało niemiłosiernie, szlak prowadził a to po mokrej trawie, a to wąską ścieżką między gałązkami, więc już po pół godziny byliśmy kompletnie przemoczeni, ale już po pół godziny wiedziałem też, że to są góry właśnie dla mnie. Doszliśmy do hotelu górskiego "Kral'ova studňa" (zasadniczo zamkniętego, ale obsługa zlitowała się nad ociekającymi od deszczu turystami), poszliśmy spać (byliśmy po całonocnej podróży), a gdy po kilku godzinach się obudziliśmy – deszczowe chmury przegonił wiatr, a nad powiatem bańskobystrzyckim świecilo piękne słońce. I towarzyszyło nam przez większość następnego dnia, gdy szliśmy najpiękniejszym grzbietem pasma mając widoki na cały Turzec, Liptów i otaczające je góry: Małą Fatrę, Chocza, Tatry Zachodnie i Niżne. Byłem kompletnie zauroczony.

Teraz w te góry – po dziewięciu latach – wróciłem. I, gdy spojrzałem spod Šiprunia na Rakytov, poczułem się jak ktoś, kto po długiej przerwie spotkał starego dobrego znajomego i okazało się, że nadal tak samo rozumiemy się bez słów jak przed laty.

 rakytov i smrekovica

 Podobnie tak jak przed dziewięciu laty pogoda miała być zła. I była – w czwartek po południu popadał dość intensywny deszcz, piątek stał pod znakiem mgieł. Gdy w schronisku pod Borišovem nie dostałem noclegu (te okropne rezerwacje!), zacząłem się zastanawiać, czy nie zejść na dół. Stanęło na noclegu w szałasie – i dzięki temu w sobotę miałem okazję iść najpiękniejszym szlakiem tych gór w pełnym słońcu i przy błękitnym (choć z czasem nawiało trochę chmurek) niebie. 

widok na Grzbiet Liptowski

 Co jest takiego niezwykłego w tych górach? Rozmiar. Różnorodność (są tu i wielkie połoniny typu bieszczadzkiego, i gęste lasy, i efektowne wapienne skały, i głęboko wcięte doliny). Malowniczość (na mnie szczególne wrażenie teraz zrobiła niesamowicie intensywna zieleń lasów i traw). Leżą w środku słowackich Karpat, dzięki czemu na wszystkie strony otwierają się widoki na inne góry. Są odludne – przez dwa i pół dnia wędrówki spotkałem raptem kilku turystów: więcej dopiero na samym zejściu w doliny. Przez tę odludność, a i przez możliwość biwakowania wysoko w górach (choćby w szałasie pasterskim) dają możliwość niezwykle intensywnego kontaktu z górami, kontaktu, jaki jest niemożliwy w żadnym innym wysokim pasmie słowackich Karpat. (Co prawda utworzono tu park narodowy, jednak dopóki nie pojawi się tu masowy ruch turystyczny, pewnie restrykcje wobec turystów będą niewielkie). 

Wielka Fatra. Najpiękniejsze pasmo Karpat Zachodnich. 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s