Trzy czwarte Euro

Najbardziej nie lubię tego momentu.

Niby najważniejsze jeszcze przed nami, niby to faza pucharowa gwarantuje największe emocje – a jednak fakty są nieubłagane: rozegrano już 24 mecze, przed nami tylko 7. Połowa ekip już jedzie do domu. Niektórych mi żal bardziej, niektórych mniej.

Bijący rekordy pecha Francuzi – z nieprawdopodobnym Riberym. Dawno mi się nie zdarzyło, żebym w meczu zakończonym wynikiem 1:4 podziwiał głównie ofensywnego pomocnika drużyny przegranej. Twardzi i niesamowicie zdyscyplinowani Rumuni – z każdej innej grupy wyszliby pewnie bez problemu. Ładnie, ofensywnie grający, ale potwornie nieskuteczni Szwajcarzy. Czesi i Szwedzi – starzy, stanowiący ledwie cień dawnej świetności, ale wciąż groźni dla najlepszych. W przypadku Czechów szczególny dramat przydarzył się ich najsłynniejszemu, najwybitniejszemu zawodnikowi. Tyle razy ich ratował, tyle razy mogli na nim polegać. Stukrotną rację ma Michał Okoński.

Nawet wyśmiewani Austriacy potrafili zmusić Chorwatów do głębokiej defensywy. Greków pomysł na grę tym razem zakończył się fiaskiem, ale oni już swoje dzięki niemu wygrali.

O szesnastej drużynie Euro nie ma co specjalnie pisać i założę się, że zagraniczne serwisy jej grę kwitują najwyżej jednym mocno krytycznym akapitem (i może jeszcze nabijają się z tego, że jedyną bramkę dla niej strzelił Brazylijczyk, i to ze spalonego). Balonik więc pękł z hukiem, ale Leomanii to bynajmniej nie zaszkodziło – co jest zjawiskiem mimo wszystko trochę zaskakującym. Ale o tym może w innym wpisie.

…And Then There Were Eight

Połowę z nich zobaczymy już tylko raz. Połówki turniejowe wydają się dość mocno nierówne: w górnej Portugalia, grająca jak dotąd bodaj najlepiej od 2000 roku, ma chyba dość prostą drogę do finału. W Niemczech kluczowi ich zawodnicy, Ballack i Klose, chyba nie trafili z formą. Chorwaci grają niezwykle inteligentnie, dojrzale, ale jak dotąd nie widzę w tej drużynie jakiegoś błysku, który pozwalałby o nich myśleć jako o prawdziwym kandydacie do tytułu. Chociaż… od razu się przypomina Grecja sprzed czterech lat. Wreszcie Turcy – po pierwszym meczu jak większość postawiłem na nich krzyżyk, a oni dwukrotnie zaimponowali heroicznym wręcz pościgiem, dwukrotnie odwrócili losy meczu w samej końcówce (nie licząc meczu o pietruszkę Hiszpanów z Grekami, żadna inna drużyna na Euro nie wygrała meczu, w którym przegrywała!).

W dolnej połówce za to już w ćwierćfinałach szykują się dwa klasyki. Nie przypominam sobie tak grającej Holandii – to zawsze była drużyna chimeryczna, która potrafiła wygrać efektownie jeden mecz, żeby męczyć się w drugim. Tymczasem tu wręcz znokautowali Włochów i Francuzów kontrami. Z kolei efektowna gra Rosji nie jest, biorąc pod uwagę styl Zenitu Petersburg, jakimś wielkim zaskoczeniem. Aż strach się bać, co by było, gdyby technika Rosjan dorównywała ich pomysłowi na grę i przygotowaniu motorycznemu. Włochy-Hiszpania – ja się (niestety) spodziewam powtórki z 1994 roku. Jest jedna różnica między tą drużyną hiszpańską a wszystkimi poprzednimi – Hiszpanie zawsze mieli gigantyczne problemy z napastnikami, tymczasem na tym turnieju duet Torres-Villa to jest zdecydowanie najlepsza para napastników. Czy jednak dadzą rady w najważniejszym momencie? Na poprzednich MŚ, w meczu z Francją, nie potrafili przechylić szali na korzyść drużyny Aragonesa – mimo jej zdecydowanej przewagi.

Jedenastka fazy grupowej:

Van der Sar – Corluka, Pepe, Panucci, van Bronckhorst – Senna, Sneijder – Ronaldo, Ribery, Podolski – Villa. 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s