Dialektyka leoizmu

Michał Szadkowski, reprezentujący w gronie Gazetowych leoistów najbardziej betonowe skrzydło, napisał był tekst, który zasługuje nie tyle na polemikę, ale raczej na szczegółową analizę. Zawiera bowiem jak w pigułce większość chwytów leoistowskiej dialektyki.

1. Ustawienie przeciwnika.  "Nie widzę u zwalniaczy chęci do robienia sądu, widzę chęć egzekucji" – pisze Szadkowski. W ten sposób każdy, kto ośmiela się pójść w krytyce Beenhakkera za daleko, zostaje egzekutorem i staje obok tych przysłowiowych już działaczy PZPN, którzy cieszyli się z remisu ze Słowenią. "Nie ma komu dyskutować o Leo" – bo przecież jego krytycy z założenia są pozbawieni dobrej woli i reprezentują Siły Zła: PZPN, Polską Myśl Szkoleniową, agentów piłkarzy i posłusznych im dziennikarzy. 

2. Ustawienie pola dyskusji. Gazetowy leoista łaskawie pozwala na zadanie pytania, dlaczego polscy piłkarze nie trenują stałych fragmentów. Już jednak pytanie o ustawienie, w jakim gra reprezentacja, jest tabu. Szadkowski głupio się dziwi, że "zwiększenie liczby napastników wpływa na zwiększenie liczby goli". Gdyby wiara w leoizm i leoistowskie ustawienie 4-2-3-1 nie pozbawiła Szadkowskiego resztek krytycyzmu, zastanowiłby się jednak, ile bramek reprezentacja Polski strzelała w ustawieniu 4-2-3-1, a ile w ustawieniu 4-4-2. Choćby za kadencji Pawła Janasa. I może jednak przynajmniej zacząłby się zastanawiać, czy to nie przypadek.

3. Moralne oburzenie. Szadkowski oczywiście wszystkie pytania dotyczące obecności wokół kadry Jana de Zeeuwa i dziwnych powołań nazywa "oszczerstwami" i kwalifikuje jako rynsztok. Angielskie media mogły czepiać się tamtejszych selekcjonerów o wycieczki do Disneylandu, choć to sprawa w sumie kompletnie nieistotna. Potencjalny konflikt interesów w sztabie kadry jest sprawą o wiele istotniejszą, ale każdy, kto tylko o niej wspomina, zostaje zwyzywany od rynsztokowych oszczerców. A już widzę, co by się działo w Anglii, gdyby w sztabie tamtejszej kadry znalazł się czynny agent, a menedżer masowo powoływałby zawodników z jakiegoś Stoke City czy innego Hull. 

4. Nieprzyjmowanie do wiadomości jakichkolwiek argumentów. Można pisać kilobajty o tym, że reprezentacja gra od półtora roku piach z tendencją coraz bardziej piaszczystą; że występ na wielkiej imprezie był gorszy niż za Engela i za Janasa, którzy za kiepskie występy na tych imprezach wylecieli; że atmosfera w kadrze się drastycznie pogorszyła; że za wyborami personalnymi i taktycznymi trenera nie są w stanie nadążyć już nawet leoiści. Szadkowski Ci powie, że "zwalniacze nie przedstawili jeszcze ani jednego argumentu, dlaczego tak właściwie mamy Holendra zwolnić". Pewnie, skoro nie wolno krytykować ani za selekcję, ani za taktykę, skoro się uważa, że występ w Austrii był lepszy niż w Korei czy Niemczech, to w zasadzie już nie ma o czym rozmawiać. To tak, jakbyśmy analizowali wady małego fiata i Szadkowski stwierdziłby, że nie ma co gadać o tym, że jest wolny i ciasny, że to wcale nieprawda, że jest brzydki, za to możemy – jeżeli chcemy rzetelnego sądu – porozmawiać sobie o niewygodnych zagłówkach. 

Nie ma co się spieszyć z sądem nad Beenhakkerem. Skoro został po ME (mimo że tak naprawdę nie przedstawił analizy przyczyn porażki w Austrii), to nie ma co go wywalać po pierwszych meczach EMŚ. Ostatecznie jest jakaś możliwość, że w październiku 2008 powtórzy się cud z października 2006. Na ten moment kadra jest jednak w stanie rozkładu i naprawdę to nie jest wina działaczy PZPN, Dariusza Osucha, Mateusza Borka czy Airborella. Dobrze, żeby leoiści sobie to wreszcie uświadomili.