A w ogóle… czyli wrażenia wyjazdowe

Nie pisałem (i nie obchodziłem blogdaya – przy okazji dziękuję wszystkim, którzy wymienili mój blog), bo byłem na wakacjach. Między innymi w stolicy europejskiego państwa. Albo raczej – w dwóch stolicach.

Oto stolica pierwsza:

Andorra la Vella wstrząsnęła moim prywatnym rankingiem najbrzydszych stolic, jakie widziałem – zanotowała awans na pierwsze miejsce z pominięciem poczekalni. Aż trudno zrozumieć, jak można w tak pięknym miejscu zbudować takie szkaradztwo – a nie mniej szkaradne są inne andorskie miasteczka, budowane z myślą o masowej turystyce narciarskiej. Uff!

Druga stolica – niestolica jest dużo ładniejsza:

Nie ma póki co na mapie Europy państwa o nazwie Katalonia. Ale gdybym podczas pobytu w Barcelonie nie wiedział, że znajduję się na obszarze Królestwa Hiszpanii, to nigdy w życiu bym się o tym nie dowiedział poruszając się po tym mieście. Ok, od czasu do czasu jakaś wstydliwie schowana hiszpańska flaga. Nazwy ulic wyłącznie po katalońsku – w metrze i innych instytucjach użyteczności publicznej kataloński i kastylijski jakoś współżyją, z tym że kataloński na pierwszym miejscu. W tymże metrze leci jakiś specjalny program telewizyjny, w którym natrafiłem akurat na fragment meczu FC Barcelona z Wisłą i audycję o medalach katalońskich sportowców w Pekinie. Prognozę pogody też podają tylko dla Katalonii.

Nie dziwię się hiszpańskim prawakom, że się wkurzają. I jestem skłonny przyjmować zakłady, że prędzej czy później (zwłaszcza gdy rzeczeni prawacy dojdą do władzy w Madrycie), Katalończycy zapragną zerwać coraz luźniejsze więzy łączące je z Madrytem i zapragną mieć własny fotel Radzie Unii Europejskiej i własną reprezentację piłkarską.

(Z drugiej strony, oddzielna katalońska liga byłaby chyba trochę nudna ;).

Oczywiście trudno mi było uciec od porównywania Katalonii ze Śląskiem. Ale… jednak są to przykłady z innej półki. Odniosłem wrażenie, że tożsamość Katalończyków oparta na własnej historii (ileś tam lat historii jako oddzielnego państwa, później państwa w unii z Aragonią, wreszcie lata prób emancypacji spod dominacji kastylijskiej), własnym języki i własnej bogatej kulturze jest nieporównywalnie silniejsza od tożsamości Ślązaków, która się tak naprawdę dopiero od niedawna budzi.

Moimi towarzyszami wędrówki byli ludzie z centralnej Polski. Rozmawiałem z nimi o Katalonii i trudno mi było oprzeć się wrażeniu, że tożsamość Katalończyków i ich aspiracje traktują z takim… dystansem. Gdy rozmowa zeszła na ewentualną niepodległość Katalonii, od razu padło pytanie, czy to nie za mały kraj – mimo że ludnością przewyższa 2/5 krajów Unii Europejskiej, w tym Danię, Finlandię czy Słowację.

Pewne bariery w sposobie myślenia są trudne do przeskoczenia.