Te złe banki

Prezes JW Construction dał czadu. Obwinił za kryzys, a w szczególności za kłopoty jego firmy… złe zagraniczne banki, które złośliwie posłuchały zalecenia Komisji Nadzoru Finansowego i przestały udzielać kredytów na 100% wartości mieszkania. Wojciechowski oczywiście musi sobie zdawać sprawę, że bańka kredytowa na rynku mieszkaniowym, dzięki której prosperowała jego firma, musiała pęknąć (a jeśli nie zdawał sobie sprawy, to znaczy, że nie nadaje się na biznesmena). Dlatego też trudno zinterpretować jego wypowiedź inaczej niż jako grę. JW Construction przypuszczalnie traci płynność, a tu za chwilę pojawią się klienci, którzy powpłacali zaliczki na mieszkania, i zapytają, gdzie te mieszkania są. I wtedy, zamiast powiedzieć: "Sorry, spieprzyliśmy biznes, bardzo nam przykro", prezes odpowie: "Sorry, naprawdę chcieliśmy wybudować te mieszkania, ale te okropne zagraniczne banki nie dają finansowania".

Potencjalnym odbiorcą tej gry mogą też być politycy. Nie ukrywam, że boję się najbliższych lat. Nawet nie tego, że ja stracę pracęzawsze biorę pod uwagę takie ryzyko w moich kalkulacjach życiowych i myślę, że jestem na nie jakoś tam przygotowany (chociaż nigdy oczywiście nie wiadomo). Ale tracić pracę (czy choćby – zmieniać na gorszą) będą też ci, co kupili sobie mieszkania na górce na kredyt. A oni stanowią znaczną część tych "młodych wykształconych z dużych miast", którzy – gdy było fajnie – głosowali na "nowoczesną" PO. Gdy będzie mniej fajnie, gdy do drzwi pięknego mieszkania zapuka komornik, młodym wykształconym wcale nie musi już przeszkadzać, że Kaczyński mieszka z mamusią i nie ma konta w banku. A jak nie Kaczyński, to powstanie jakieś Stowarzyszenie Pokrzywdzonych przez Banki i będzie domagać się od państwa, żeby "coś zrobiło" i nie zostawiło biednych kredytobiorców samym sobie.

Pamiętam poprzednią recesję. Było szaro i smutno, ale wtedy jeszcze nie zdążyliśmy się przyzwyczaić do rozpasanej konsumpcji. Nie ponabieraliśmy wielkich kredytów. Teraz grozi nam upadek ze znacznie większej wysokości. I naprawdę nie wiem, jakie mogą być jego konsekwencje dla naszej polityki. Obawiam się tylko, że Wojciechowski dobrze wyczuwa, skąd wieje wiatr.