Od morza do morza

W poprzednim wpisie pisałem m.in. o tym, dlaczego uważam PiS-owską (a wcześniej Millerowską) proamerykańską politykę zagraniczną Polski za fatalną, a tymczasem w Plusie-Minusie niejaki George Friedman (podobno "wybitny amerykański politolog") snuje wizje Polski będącej nowym światowym mocarstwem. Jeśli tylko, ma się rozumieć, zdecyduje się na trwały sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.

Wywiad z Friedmanem jest po prostu jedyny w swoim rodzaju. Snuje teorie, częściowo mające jakieś tam pokrycie w rzeczywistości, częściowo kompletnie od niej oderwane. Opowiada, że Polska będzie strategicznym sojusznikiem USA w Europie Środkowej, gdyż ma służyć jako bariera (kordon sanitarny, chciałoby się powiedzieć) przeciw odradzającemu się imperializmowi rosyjskiemu. Że chcąc zapewnić skuteczność tej bariery USA uczynią Polskę potęgą regionalną. Polskę dlatego, że w przeciwieństwie do podobno "schyłkowych" Niemiec ma wielki potencjał rozwojowy. Że dzięki sojuszowi z USA Polska stanie się na tyle potężna, że "skorzysta terytorialnie" kosztem Białorusi i Ukrainy.

Właściwie każde zdanie zasługuje tu na polemikę.

Friedman pisze, że "kryzys finansowy podważył wiarygodność Unii". Na razie jednak trudno to zauważyć. Na razie kryzys obnażył głównie stan gospodarki amerykańskiej – i pokazał, że niespecjalnie ją stać na prowadzenie ekspansywnej polityki zagranicznej.

Friedman przeciwstawia "socjalistycznego dinozaura", jakim jest gospodarka niemiecka, "żywotnej" gospodarce polskiej. Jakim cudem ten "socjalistyczny dinozaur" jest ciągle największym eksporterem na świecie? Jakim cudem niemieckie przedsiębiorstwa radzą sobie doskonale mimo kryzysu, gdy wielkie koncerny amerykańskie stoją na progu bankructwa? Pewnie, nie ma co negować różnych słabości gospodarki niemieckiej. Ale niby polska jest od nich wolna? Nawet gdyby jakimś cudem poprawiła się edukacja, jakość prawa, infrastruktura, wskaźniki aktywności zawodowej… czy inne czynniki, w których daleko odstajemy od choćby średniaków europejskich, pozostaje jedna zasadnicza kwestia – demografia. O ile wg prognoz demograficznych Niemcy mają do 2050 roku stracić ok. 9% ludności, Polska straci 16%. W jaki sposób społeczeństwo z takimi wskaźnikami demograficznymi ma budować mocarstwo, Friedman nie wyjaśnia. Już pomijam pytanie, na jakich podstawach ma być budowana gospodarcza potęga Polski, jeśli się zakłada jej skonfliktowanie z najważniejszymi sąsiadami.

Friedman twierdzi, że strategicznym interesem USA będzie powstrzymywanie ekspansji Rosji. Dzisiaj jednak najważniejszym strategicznym rywalem USA są Chiny, a najbardziej niebezpiecznym regionem – Bliski i Środkowy Wschód. Rosja staje się rywalem drugoplanowym, o znaczeniu wyłącznie regionalnym. To tylko dla polskich polityków tarcza antyrakietowa miała być obroną przed Rosją – dla Amerykanów o wiele ważniejsze było zabezpieczenie się przed różnymi niespodziankami z Pakistanu czy Iranu. Zabawne jest, jak mocno powściągliwą reakcj USA na wojnę w Gruzji Friedman usiłuje przedstawić jako argument na swoją stronę.

Friedman uważa, że sojusz z USA przeciw koalicji Niemiec i Rosji wcale nie będzie dla Polski "egzotycznym sojuszem". Jego zdaniem w 1939 roku sojusz z Anglią i Francją zawiódł nie dlatego, że był oparty na fałszywym założeniu, ale ponieważ Anglia i Francja były wtedy "dekadenckimi, upadającymi krajami". Mniejsza z tym, że sojusz zawiódł głównie dlatego, że nasi wspaniali sanacyjni generałowie całkowicie przecenili zdolności Polski do obrony przed Niemcami. Dlaczego mam sądzić, że USA dziś nie są tak samo "dekadenckim krajem" jak Wielka Brytania 70 lat temu? A wreszcie – nikt nigdy nie obronił Polski przeciw koalicji Niemiec i Rosji. Próbował Napoleon, o którym trudno powiedzieć, że był przedstawicielem "dekadenckiego, upadającego kraju" – skończył na Św. Helenie. Polscy dyplomaci powinni robić wszystko, co w ich mocy, żeby do powstania takiej koalicji i pozostania Polski poza nią nie dopuścić. A istnienie Unii Europejskiej i możliwość bezpiecznego zakorzenienia w Europie Zachodniej dzięki niej daje im więcej możliwości niż mieli ich poprzednicy w 1939 czy 1790 roku.

O ekspansji terytorialnej tej mocarstwowej Polski aż się pisać już nie chce. Za komentarz wystarczy fakt, że nawet w komentarzach na blogu Rzeczpospolitej niemal jednogłośnie uznano ją za szkodliwą fantazję.

Podsumowując:

– ani USA, ani Polska nie będą miały potencjału do realizacji koncepcji Friedmana,

– ani USA, ani Polska nie będą miały interesu w realizacji koncepcji Friedmana.

Też lubię sobie poczytać dobrą political fantasy. Problem w tym, że spora część polityków i opinii publicznej Friedmana weźmie na serio i zacznie na ich podstawie snuć polityczne plany czy podejmować działania. W najwyższym stopniu dla Polski niebezpieczne.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s