Pociąg donikąd

Kolega miał dzisiaj opis na Tlenie: "1 XII – koniec taniej kolei w Polsce". Rzeczywiście dzisiejszy dzień to jest koniec pewnej epoki, choć pozornie przejście pociągów pospiesznych do spółki PKP Intercity nie powinno mieć jakiś znaczących konsekwencji. Tak naprawdę oznacza jednak ostateczny podział kolei w Polsce na dwa światy, między którymi punktów wspólnych będzie coraz mniej.

Konsekwencją krótkoterminową będą zmiany cen dla pasażerów korzystających z pociągów różnego rodzaju. Jak wiadomo przez osiem lat istnienia oddzielnych spółek kolejowych nie dogadały się one co do wspólnej taryfy, jak wiadomo też PKP stosuje absurdalną i wysoce demotywującą dla pasażerów degresywną taryfę, w której bilet na przejazd 300 km był wyraźnie tańszy niż dwa bilety na odcinki 100 km + 200 km. W tej chwili pasażer dojeżdżający np. z Bielska do Katowic pociągiem osobowym i przesiadający się do pociągu pospiesznego do Wrocławia będzie zmuszony zakupić dwa bilety dwóch różnych spółek w odpowiednio wyższej cenie. Jeszcze większe problemy będą mieli posiadacze biletów okresowych.

Konsekwencją długoterminową będzie, jako się rzekło, ostateczny podział kolei na dwa światy. Świat pociągów podmiejskich, dowożących "do pracy i szkoły", cytując powtarzane przy każdym cięciu rozkładu jazdy sformułowanie. I świat pociągów klasy Intercity, tylko dla bogatych i wykształconych z wielkich miast. Między tymi światami punktów wspólnych nie będzie. Kolej regionalna, kolej dla ludzi, którzy od czasu do czasu chcą lub muszą się przemieścić z miejsca w miejsce, została programowo skreślona. Likwidacja lub ograniczanie promocyjnych biletów (kiedyś wycieczkowego, obecnie turystycznego) spowoduje, że ci, którzy jeszcze korzystali w czasie weekendowych wypadów z usług PKP, przesiądą się do swoich samochodów. Oferta prezentowana im przez kolej nie jest konkurencyjna pod żadnym względem – ani pod względem czasu dojazdu, ani pod względem ceny, o wygodzie nie mówiąc.

Symptomatyczne jest, że w kraju, gdzie na mnóstwie linii regionalnych popyt systematycznie zamiera z powodu skandalicznie niskich prędkości (nie mówię o trzeciorzędnych liniach znikąd donikąd, ale o połączeniach w zurbanizowanych regionach, którymi mogłoby jeździć mnóstwo ludzi i które mogłyby być dla PKP żyłami złota: sztandarowe przykłady to Wrocław-Wałbrzych-Jelenia Góra, a w moim regionie np. Katowice-Rybnik), PLK snuje oderwane od ziemi koncepcje remontu CMK czy budowy Igreka Warszawa-Wrocław/Poznań (korzyść krańcowa ze zwiększenia maksymalnej prędkości na CMK jest kompletnie nieadekwatna do poniesionego kosztu; tę samą korzyść można by osiągnąć znacznie mniejszym kosztem przyspieszając odcinki wyjazdowe z Katowic, Krakowa czy Warszawy; no ale nie można by się wtedy pochwalić, że mamy w Polsce kolej wielkich prędkości).

Swoją drogą, naprawdę nie wiem, jak wytłumaczyć mieszkańcowi miasteczka, koło którego ma taki pociąg wielkiej prędkości przejeżdżać bez zatrzymania, że słuszne jest, żeby ze swoich podatków miał się na budowę takiego Igreka składać. A już przejawem skrajnej hipokryzji jest, gdy mieszkańcy wielkich miast mają pretensje, kiedy ułamek kwoty inwestycji zostaje wydany, aby umożliwić mieszkańcowi Włoszczowy skorzystać choćby w niewielki sposób z linii kolejowej przebiegającej przez jego miasto.