Pożegnanie z koroną

Słowacką, rzecz jasna. Właśnie sprzedałem w kantorze resztę koron pozostałą z letnich wypadów na Słowację. Przy okazji nieźle na tym zarobiłem – latem kupowałem po 11 groszy, teraz odsprzedałem po ponad 13.

Przez ostatnie 10 lat Słowacja była dla mnie krajem zdecydowanie najczęściej odwiedzanym – były takie miesiące, że praktycznie co tydzień wsiadałem do Batorego czy Olzy i udawałem się w Małą lub Wielką Fatrę, Magurę Orawską czy słowackie Beskidy. Nie liczyłem dokładnie, ile koron na tych wyjazdach wydałem – ale myślę, że na całkiem niezły samochód (no, może nie prosto z żylińskiej fabryki) by się uzbierało.

Teraz będę wydawać euro.

Swoją drogą, jestem bardzo ciekaw, jak wprowadzenie euro wpłynie na słowacką gospodarkę, a w szczególności turystykę. Co prawda mit o taniej Słowacji, w który ciągle wierzy wielu moich znajomych, dawno już przestał być aktualny (wyraźnie tańsze niż w Polsce ostatnio były alkohol i niektóre usługi, np. transport, ale już nie noclegi, żywność czy restauracje). Teraz jednak, zwłaszcza przy obecnym kursie euro, Słowacja zrobi się krajem dla Polaków czy Węgrów krajem po prostu drogim.

Na szczęście noclegi w wielkofatrzańskich szałasach dalej będą kosztować tyle co dotąd.