Biegi masowe, czyli jak zamordowano najpiękniejszą konkurencję narciarską

Co jest bardziej emocjonujące i lepiej sprawdza rzeczywiste umiejętności kolarzy – wyścig ze startu wspólnego czy jazda indywidualna na czas? Żaden kibic kolarstwa nie będzie mieć wątpliwości przy odpowiedzi na to pytanie. Wyścigi ze startu wspólnego rzadko bywają naprawdę emocjonujące (poza górami i specyficznymi próbami typu Paris-Roubaix), można je wygrać zabierając się w jakąś przypadkową ucieczkę, a najczęściej i tak o wszystkim decyduje sprint na finiszu, do którego można dojechać wioząc się na plecach innych. W jeździe indywidualnej na czas o przypadkach ani o wożeniu się na czyimś kole nie ma mowy. Kto jedzie szybciej, ten wygra.

Kilka lat temu federacja narciarska zdecydowała o zmianie sposobu rozgrywania maratonów kobiet i mężczyzn na MŚ i Olimpiadach. Zamiast biegu indywidualnego na czas, w którym zawodnicy startowali co pół minuty, rozgrywany jest bieg ze startu wspólnego. Podejrzewam, że działacze poszli za przykładem federacji biathlonowej, która wprowadziła najpierw bieg pościgowy, a potem bieg masowy ze startu wspólnego. Biathlon jednak jak wiadomo składa się nie tylko z biegu, ale także ze strzelania. Każdy pobyt na strzelnicy powoduje duże zmiany w klasyfikacji, jedni strzelają szybciej, inni wolniej, niektórzy muszą udać się na karną rundę… wszystko to powoduje, że biathlonowy bieg masowy jest konkurencją niezwykle emocjonującą. Tymczasem bieg mężczyzn ze startu wspólnego jest po prostu nudny jak sprinterski etap na Tour de France. Biegną sobie, biegną, nikt, kto liczy na sukces, nie próbuje forsować zbyt silnego tempa, bo wie, że w końcówce musiałby za to zapłacić… po czym wszystko rozstrzyga się na finiszu. To po co biegli te 50 kilometrów?

A przecież dawniej bieg na 50 km był opus magnum mistrzostw świata czy igrzysk, próbą sił, konkurencją dla prawdziwych mężczyzn. O ile na krótszych dystansach ci, co mieli dobre międzyczasy na początku, na ogół wygrywali również na mecie, bieg na 50 km obfitował w nagłe zwroty sytuacji. Często ci, co byli w czołówce po dwóch trzecich trasy, nagle przeżywali dramat, drastycznie słabli, tracili wszystkie szanse. A z kolei ci, którzy na początku biegli słabo, łapali drugi oddech, potrafili dotrzymać tempa lepszym biegaczom, aby w końcówce nawet ich wyprzedzić. Kto pamięta choćby zdumiewający bieg w Nagano, kiedy to Dählie szybko dogonił startującego pół minuty wcześniej Szweda Jonssona, ten jednak uczepił się go i biegł za nim przez całą trasę, aby w samej końcówce przyspieszyć, wyprzedzić słabnącego Norwega i w ostatecznym rozrachunku przegrać z nim o sekundy?

Wiem, zmiany odbyły się na życzenie telewizji, której zależy na "czytelniejszej" rywalizacji, a także na skróceniu całej transmisji – zawody trwają teraz dwie godziny, a nie trzy. Tylko jestem ciekaw, czy naprawdę oglądalność wzrosła. Mnie jako widza FIS stracił.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s