Klasy łączone

Cechą charakterystyczną systemu szkolnego PRL były tzw. klasy łączone. W małych, wiejskich szkołach, gdzie było za mało dzieci, aby utworzyć odpowiednią liczbę klas, dzieci w różnym wieku uczyły się razem na jednej lekcji, pod okiem jednego nauczyciela. Nauczyciel musiał się nieźle nagłowić, żeby na jednej lekcji przekazać treści wymagane przez program dla dwóch różnych klas. Zawsze klasy łączone były przedstawiane jako jedna ze słabości systemu szkolnego, jedno ze źródeł upośledzenia edukacyjnego młodzieży wiejskiej, które – w miarę możliwości – trzeba jak najbardziej ograniczać. Otóż niniejszym większość parlamentarna podjęła decyzję, aby wprowadzić klasy łączone w skali globalnej.

Nawet pani minister Hall zdała sobie sprawę z problemu:

Znam szkoły i przedszkola, które już w tym roku prowadziły oddziały przygotowania przedszkolnego złożone z pięciolatków i sześciolatków i wtedy jest już zupełnie jasne, że taki oddział może razem iść dalej. Jednak wówczas, kiedy mamy do czynienia z dziećmi, które w tym roku realizowały zupełnie inny program edukacyjny, obawy rodziców są całkiem zrozumiałe. Dlatego osobne oddziały klas pierwszych dla sześciolatków i dla siedmiolatków w tym roku szkolnym mogą mieć sens.

W tym roku szkolnym, w dużych szkołach, tam gdzie mamy w rejonie całe grupy sześciolatków, które wcześniej były w wychowaniu przedszkolnym (czyli które formalnie mogą rozpocząć naukę szkolną) i których rodzice mają obecnie wątpliwości czy ich dzieci poradzą sobie w pierwszej klasie, warto zaproponować utworzenie osobnych klas dla sześciolatków. Oczywiście możliwe jest również przyjmowanie sześciolatków do klas z siedmiolatkami – jeśli nauczyciel dobrze sobie radzie z indywidualizowaniem pracy, to również może być dobre rozwiązanie.

Czyli – co prawda jest problem, co prawda w sumie powinny być osobne oddziały, ale jakoś to będzie.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat w polskiej edukacji przeprowadzono wiele reform. Większość z nich była oparta na bardzo słusznych założeniach, i większość z nich zakończyła się kompletną klapą. Gimnazja, nowa matura, egzaminy zewnętrzne i klucze ocen, likwidacja egzaminów wstępnych na wyższe uczelnie, procedura awansu zawodowego dla nauczycieli, zmiana struktury szkolnictwa średniego prowadząca do faktycznego unicestwienia zawodówek – wszystkie te zmiany miały prowadzić do świetlanych celów, niestety ich autorzy nie potrafili przewidzieć skutków. Co gorsza, nie potrafili ich dostrzec nawet parę lat po przeprowadzeniu zmian, nie mówiąc już o przyznaniu się do jakichś błędów – o czym świadczą np. liczne wypowiedzi śp. Ireny Dzierzgowskiej o sytuacji w edukacji. Tyle że tamte reformy były przynajmniej jakoś tam przygotowane. Pójście sześciolatków do szkół jest – według wszelkich znaków na niebie i ziemi – nieprzygotowane kompletnie.

Ja rozumiem, skąd presja na tę reformę. Z jednej strony, państwo chce odciążyć przedszkola, co może prowadzić do zmniejszenia ich finansowania (chociaż minister Hall ogłasza Rok Przedszkolaka), z drugiej – otwarcie głosi się, że reforma jest koniecznością, bo młodzież musi szybciej pójść do pracy, żeby ratować nasz biedny system emerytalny. Jak słusznie zauważył Krzysztof Leski (Salon24 się znów wysypał, więc linka nie będzie), ponieważ państwo nie ma odwagi, żeby powiedzieć sześćdziesięciolatkom, że nie ma żadnych powodów, żeby tak wcześnie przechodzili na emeryturę, mówi sześciolatkom, że mają wcześniej pójść do pracy. Poza wszystkim, sześciolatkowie nie głosują. Nikt nie udowodnił, że wcześniejsze pójście do szkoły przyczynia się do sukcesu edukacyjnego, a wyniki osiągane we wszystkich rankingach edukacyjnych przez Finlandię (gdzie akurat do szkoły chodzą siedmiolatkowie) wskazuje na coś dokładnie przeciwnego. Ale mniejsza już o to, czy ta reforma jest słuszna. Chodzi o to, że tak poważna reforma, mająca kluczowy wpływ na start życiowy tak wielu ludzi, jest przygotowywana w formie tak kompletnej improwizacji, przy obciętych środkach finansowych. 

Zaczynam tęsknić za ministrem Giertychem. On też co prawda miał swoje doktrynerskie wizje – ale obowiązek mundurkowy, choć może śmieszny, nie jest specjalnie szkodliwy. Zupełnie odwrotnie niż nieprzygotowane zmniejszenie progu wiekowego edukacji szkolnej.

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s