Co właściwie dzisiaj obchodzimy?

Rocznicę wybuchu II wojny światowej, można usłyszeć i przeczytać we wszystkich mediach.

Gdzieniegdzie jeszcze pojawiają się wyrazy oburzenia, że nie dla wszystkich ta rocznica jest tak samo ważna – Amerykanie swój początek wojny są skłonni bardziej liczyć od Pearl Harbor, Rosjanie od początku Barbarossy. Uwielbiam, gdy zarzucamy innym pomijanie naszej roli w historii i naszych rocznic, a sami tak naprawdę robimy to samo.

Nauczyliśmy się już, że 8 maja 1945 oznaczał koniec DWŚ w Europie, a nie na świecie – w Azji trwała jeszcze kilka miesięcy. Ale przecież z początkiem było dokładnie tak samo. Wojna japońsko-chińska, która bezdyskusyjnie była częścią drugiej wojny światowej, rozpoczęła się na długo przed wrześniem 1939. Mówi się, że ten konflikt był do 1941 roku “lokalny”. Wszystko zależy od punktu widzenia – dla Chińczyków tak samo “lokalny” był konflikt polsko-niemiecki, czy nawet brytyjsko-niemiecki. Rangę światową ta wojna tak czy owak uzyskała dopiero w roku 1941. Czy nie przemawia tu przez nas jakiś podświadomy eurocentryzm?

Swoją drogą, nieświadomość faktu, że Chiny walczyły w DWŚ, jest u nas naprawdę powszechna. Gdyby było inaczej, mem o Polsce jako “czwartej największej sile zbrojnej aliantów” nie miałby szans na zrobienie kariery.