Krajobraz po Mariborze

Czytam sobie dzisiejsze gazety i blogi i nie mogę wyjść ze zdumienia.

Piłkarska reprezentacja Polski właśnie po raz pierwszy w tym tysiącleciu odpadła z piłkarskich MŚ. Co więcej – odpadła w stylu kompletnie kompromitującym, zdobywając w pięciu meczach z takimi potęgami piłkarskimi jak Irlandia Północna, Słowenia i Słowacja dwa punkty. To już w czarnych latach 90. odpadaliśmy co prawda równie szybko, ale przynajmniej z jakąś Anglią, Holandią czy innymi Włochami. I co jest głównym problemem w dzisiejszych gazetach czy blogach? Czy Grzegorz Lato zachował się w porządku zwalniając Leo Beenhakkera w wywiadzie telewizyjnym i czy Dariusz Szpakowski miał prawo skrytykować trenera polskiej reprezentacji. To się nazywa polityka odwracania uwagi. Beenhakkera bezpośrednio już w zasadzie się nie broni – teraz obowiązuje wersja, że mamy tak złych piłkarzy, że w sumie niczego więcej niż te dwa punkty (plus jakimś cudem odniesione zwycięstwo z równie dołującymi Czechami) nie powinniśmy się byli spodziewac, i że Trener Tysiąclecia tak się musiał użerać z Latą i Piechniczkiem, że trudno mu się dziwić, że polską kadrę olewał.

Szpakowski oczywiście ma rację – podpisywanie długoterminowej umowy z trenerem, który wkrótce stał się tzw. kulawą kaczką, było błędem. Ciekaw jestem swoją drogą, czy dziennikarze-agenci wpływu Beenhakkera są w stanie teraz spojrzeć w lustro i przyznać się do swojej małej odpowiedzialności za wylot z MŚ. Tyle że jakoś sobie nie przypominam, żeby Dareczek wtedy cokolwiek mówił na ten temat. Nie przypominam sobie też, żeby nawoływał do wywalenia Beenhakkera po ME, czy choćby po Belfaście, kiedy były jeszcze szanse na awans pod warunkiem wydobycia maksimum z polskich pilkarzy – pod względem selekcji, taktyki i motywacji – ale było już jasne że Beenhakker nie jest już w stanie tego maksimum wydobyć. Czy nawet sprawić, żeby grali choćby na swoim średnim poziomie.

Cóż, zawsze lepiej zmądrzeć późno niż nigdy.

Te eliminacje będą dla polskiej reprezentacji kulą u nogi przez przynajmniej kilka lat. W EME 2012 nie będziemy mieli szansy na poprawienie pozycji i spadniemy w rankingu gdzieś głęboko do czwartego-piątego koszyka. I nawet gdy pojawi się jakimś cudem zdolniejsze pokolenie polskich piłkarzy, będzie już w eliminacjach trafiać na europejskie potęgi – dokładnie tak, jak w latach 90. Całkiem możliwe, że przez dekady będziemy więc wspominać awanse do MŚ drużyn Engela i Janasa – i nawet awans do ME drużyny Beenhakkera.

Najbardziej mnie wkurza, że on robi wrażenie, jakby to wszystko po nim spływało. Zamiast zamknąć się w szatni, a potem pójść na ryby, polowanie czy coś w tym stylu – Beenhakker donosi na swojego szefa, że ten był pijany. No do licha ciężkiego, co w tym dziwnego, że ktoś się upił oglądając ten mecz?

Też bym się upił.