Węgierskie zabawy

Na często odwiedzanym przeze mnie blogu Jeża Węgierskiego znalazłem taką notkę o zabawie, jaką sobie Węgrzy urządzili podczas igrzysk w Vancouver. Pewien portal (to chyba jacyś naddunajscy odpowiednicy ZCzubaków) wymyślili sobie, że będą kibicować nie sportowcom węgierskim (co jest, jak słusznie Jeż napisał, zadaniem dość beznadziejnym), ale wyimaginowanej reprezentacji całej Monarchii Austro-Węgierskiej. Na koniec igrzysk węgierskie ZCzubaki mogły święcić triumf – Monarchia zdobyła najwięcej medali, do czego walnie przyczynili się także Justyna Kowalczyk (Galicja) i Adam Małysz (Księstwo Cieszyńskie).

Zabawa Jeżowi się podobała i jego komentatorom też – a ja pomyślałem, co by się działo, gdyby podobną zabawę wymyślił jakiś portal rosyjski i też liczył medale dla Rosji w granicach z 1914 roku. A potem się zacząłem zastanawiać, jak na takie niewinne zabawy Węgrów reagują Słowacy albo Rumuni.

 

Advertisement