Robi się ciekawie

Trzy i pół grupy rozegrało swoje mecze i:

– żadna drużyna nie jest pewna miejsca w 1/8 finału,

– żadna nie musi się już pakować do domu.

Co więcej, tak pozostanie niezależnie od wyniku meczu Australia-Ghana.

Żal Niemców (ciekaw jestem, jakie kluby już rozmawiają z bankierami w sprawie kredytu na Özila), ale tak doświadczony piłkarz jak Klose nie może po prostu faulować w środku boiska w takiej sytuacji. O Anglikach aż nie ma co pisać. Ten mecz pokazał, że wcale nie trzeba stawiać autobusu ani innego tramwaju, żeby zremisować z faworytem.

Biedny Capello. Mimo tych 9 milionów euro.

Najzabawniejsze hasło kampanii

Tak się składa, że jadąc rano do pracy natrafiam na audycje wyborcze, i tak się składa, że prawie zawsze atakuje mnie Andrzej Lepper. Oczywiście efekt jest taki, że zamiast Trójki odsłuchuję przezornie zabraną płytę. Ale wczoraj akurat jakimś cudem Leppera nie było, był natomiast Waldemar Pawlak, który opowiadał o jego wizji Polski jako drugiej Kalifornii.

Kiedyś Polska miała być drugą Japonią i zaraz potem Japonia pogrążyła się w recesji trwającej już jakieś ćwierć wieku. Całkiem niedawno z kolei kto inny mówił o Polsce jako o drugiej Irlandii i natychmiast Irlandia stała się jedną z europejskich świnek. Pawlak jest jeszcze bardziej do przodu. Gdy on mówi o drugiej Kalifornii, ta pierwsza już jest pogrążona w wielkim kryzysie fiskalnym i ma bodaj drugie najwyższe (za Michigan) bezrobocie ze wszystkich stanów USA.

Inni politycy, a zwłaszcza dziennikarze, snują z kolei wizję Polski jako drugiej Norwegii. Biedna Norwegia.

To nie jest tylko wina Domenecha

MŚ 2002: 0-1-2, bramki 0-3, odpadnięcie po fazie grupowej.

ME 2004: 2-1-1, bramki 7-5, odpadnięcie w ćwierćfinale.

MŚ 2006: 4-3-0, bramki 9-3, srebrny medal.

ME 2008: 0-1-2, bramki 1-6, odpadnięcie po fazie grupowej.

MŚ 2010 (jak dotąd): 0-1-1, bramki 0-2, zanosi się na odpadnięcie po fazie grupowej.

To jest bilans drużyny, w której grają (lub grali) tacy piłkarze, jak Zinedine Zidane, Thierry Henry czy Frank Ribery, już nie licząc innych Vieirów, Piresów, Maloudów, Cisse’ów i innych zawodników, którzy figurują na listach płac czołowych zespołów świata. To jest bilans gorszy od Grecji i Turcji, nie wspominając już Włoch czy Niemiec – krajów, które pod względem talentu piłkarskiego nie mogą w żaden sposób się z Francją równać. A przecież występy tricolores w eliminacjach nie były wcale lepsze – właściwie każde były męczarnią, w każdych były głównie remisy i wymęczone zwycięstwa oraz rozpaczliwa walka z rywalami, których Henry i spółka powinni zjadać na śniadanie. Ostatnie eliminacje, które Francuzi przebrnęli tylko dzięki słynnej ręce napastnika Barcelony, były czymś w rodzaju symbolu – nieudacznictwa reprezentacyjnego Francuzów.

Vox populi obwini za tę katastrofę trenera Domenecha. Owszem, nie bez racji, ale powyższe zestawienie pokazuje, że reprezentacyjna klątwa Francuzów trwała na długo przed wpadnięciem reprezentacji w łapska trenera-astrologa. Podobne problemy mieli i Lemerre, i Santini. O problemie pt. Thierry Henry jako zawodnik nie nadający się do roli lidera w ważnych meczach pisałem wielokrotnie, ale przecież w tej drużynie rolę liderów mogło śmiało pełnić przynajmniej kilku innych zawodników. Dlaczego więc regularnie zawodzą? Dlaczego nawet Frank Ribery, który jako jedyny błyszczał na poprzednich ME, teraz dostosował się do poziomu kolegów? Dlaczego grupa tak utalentowanych ofensywnie piłkarzy nie potrafi strzelać bramek?

Dopóki Francuzi nie odpowiedzą sobie te pytania, ich reprezentacja będzie kończyła w fazach grupowych.