Telewizor

Był u mnie pan od mojego operatora telewizji kablowej i namawiał mnie na przejście na telewizję cyfrową, dzięki której będę mógł oglądać kolejne trzydzieści kanałów. Odrzekłem, że nie mam czasu oglądać tych czterdziestu, które już mam. Nie odpowiedział.

Tak dzisiaj sobie uświadomiłem myśląc o różnych swoich krewnych i znajomych, że dzielą się oni zasadniczo na dwie grupy:

– takich, u których telewizor (przeważnie pięćdziesięciocalowa plazma) jest głównym punktem odniesienia w mieszkaniu i wokół niego ogniskuje się życie,

– takich, którzy w ogóle nie mają telewizora.

Typ pośredni jest (przynajmniej wśród moich znajomych) dużo rzadszy.

Inter i Valetta

Nie jest źle. Mistrz Polski pokonuje mistrza Azerbejdżanu po karnych, trzecia drużyna ligi eliminuje Maltańczyków bramkami na wyjeździe. Śmieszne, dramatyczne, ale jednak skłaniające do refleksji. Nie jest tak, że polska liga jest tak słaba jak azerska, maltańska czy estońska. Ale jest tak słaba, że polskie drużyny nie mogą już ogrywać drużyn z tych krajów grając na pół gwizdka. Muszą do meczów z nimi przystępować w pełnym składzie (a nie bez kilku kluczowych transferów), w formie i odpowiednio zmobilizowane. Nie jest to możliwe w przerwie międzysezonowej. Ponieważ nie wygląda na to, żebyśmy mieli przestać grać w lipcu w pucharach (a jak tak dalej pójdzie, będziemy grali w nich tylko w lipcu), trzeba się zastanowić, jak ułatwić drużynom czołówki utrzymywanie się w tym miesiącu w formie. Skrócenie przerwy letniej jest jakimś pomysłem, przejście na system wiosna-jesień również – choć zdaję sobie sprawę z negatywnych konsekwencji. W każdym razie – jeśli będziemy się tylko śmiać z Lecha i Ruchu, to nie zmieni się nic. Raczej – za kilka lat już się śmiać nie będziemy, bo przywykniemy.

 

 

Ja wiedziałem, że tak będzie, czyli żarówka się przepaliła

A właściwie obie naraz. Po niecałych piętnastu tysiącach przejechanych kilometrów. W nocy, poza miastem.

W serwisie dowiedziałem się, że to jest normalne, że takie teraz żarówki robią. Z drugiej strony, w większości samochodów samodzielna wymiana żarówki jest nie lada sztuką. Czy nikt się nie zastanawia nad niebezpieczeństwami wynikającymi z tej sytuacji? Zwłaszcza, gdy wiadomo, że te żarówki – świecąc non stop – będą się przepalać szybciej. Co jest bardziej niebezpieczne: jazda bez świateł w taki dzień jak dzisiaj czy jazda z przepalonymi światłami nocą?

Myśli przy kupowaniu plecaka

Moja stara osiemdziesiątka piątka Wolfganga nie wytrzymała kontaktu z lankijskimi boyami (a może z katarskimi liniami lotniczymi) i połamał się w niej stelaż, w związku z czym stanąłem przed koniecznością zakupu nowego plecaka.

Okazuje się, że duże plecaki są rzadkością na miarę polskiego zawodnika w Lidze Mistrzów. W jednym sklepie na pytanie o plecak wyprawowy pan pokazał mi jakieś sześdziesiątki z kominem, w drugim – po długich poszukiwaniach znalazł jakąś siedemdziesiątkę piątkę, tak na oko wyglądającą zresztą na pięćdziesiątkę. W końcu, zwiedziwszy parę sklepów, znalazłem dwa-trzy modele w miarę mi odpowiadające. Ale wydaje mi się, że kilkanaście lat temu, w czasach panowania Annapurn i Dzięciołów, albo parę lat później, już po wejściu do Polski zagranicznych dostawców, nie było żadnego problemu z wyborem plecaka wyprawowego. Czy to jest dowód na zmianę modelu turystyki w Polsce? Czy chodzenie w góry z plecakiem, przemieszczanie się z miejsca na miejsce to już jest naprawdę taki kompletny przeżytek?

Na szczęście się tym specjalnie nie przejmuję.

Pomidory i truskawki – ogłoszenie wyników

Tadam tadam.

Najpierw Zgniłe Pomidory:

Trener – wybór był spory. Del Bosque tak się upierał na Torresa, że aż go w finale skontuzjował, ale w sumie nie wypada już krytykować trenera świeżo upieczonych Mistrzów Świata, więc zamilknę. Ciekawe, że nikt z szanownych dyskutantów nie wymienił Marcelo Lippiego. W rywalizacji o zaszczytne drugie miejsce Capello jednak wyprzedza Maradonę – ze względu na zupełnie inny poziom oczekiwań. Obaj byli tak samo bezradni w meczach z Niemcami, ale przecież czego innego spodziewaliśmy się po kompletnym trenerskim żółtodziobie, a czego innego po człowieku uchodzącym za jednego z najwybitniejszych szkoleniowców świata.

Ale to była walka tylko o drugie miejsce, pierwsze przypada, z ogromną przewagą, Raymondowi Domenechowi. Jakiekolwiek wyjaśnienia są niepotrzebne.

Piłkarz Felipe Melo.

Sędzia Stephane Lannoy. W tych dwóch kategoriach większość opinii była zgodna.

I pora na Dojrzałe Truskawki:

Trener Bert van Marwijk. Przyznaję, że wolałbym wstawić w tej kategorii Joachima Löwa. Ale Löw poddał się Hiszpanii praktycznie bez walki, tymczasem van Marwijk wydał mistrzom Europy prawdziwą wojnę boiskową. Nie, że taka piłka mi się podoba – ale było naprawdę blisko. Bardzo podobała mi się u van Marwijka umiejętność zmiany nastawienia w trakcie meczu – najbardziej spektakularny przykład to oczywiście odmiana Holendrów w ćwierćfinale z Brazylią, ale przecież także w finale, gdy po pierwszym kwadransie gra zaczęła układać się wyraźnie na korzyść Hiszpanów, polecił zaostrzyć grę, zwiększyć pressing i praktycznie zniwelował hiszpańską przewagę.

Piłkarz Diego Forlan. Zdumiewająca jednomyślność :). Jedyny tak naprawdę prezentował równą, bardzo wysoką formę przez cały turniej. Jego kontrkandydatem mógłby być przede wszystkim…

Odkrycie Thomas Müller.

I Jedenastka: Casillas – Ramos, Lugano, Puyol, Fucile – Busquets, Schweinsteiger – Müller, Sneijder, Forlan – Villa.

A w ogóle – to były fajne mistrzostwa, najfajniejsze w tym tysiącleciu, chociaż składały się z czterech zupełnie od siebie odmiennych części. Nudnej pierwszej rundy grupowej, gdy prawie nikt nie był jeszcze przyzwyczajony ani do jabulani, ani do południowoafrykańskiego klimatu. Bardzo ciekawej drugiej rundy. Trzeciej – również ciekawej, ale zdeterminowanej przez taktykę, przez co niektóre mecze (GER-GHA, ESP-CHI, też BRA-POR) wyglądały tak jak wyglądały. I wreszcie najciekawszej od dawna fazy pucharowej, obfitującej w bramki, niespodzianki i zwroty sytuacji. Było przynajmniej kilka drużyn, które zapamiętamy. Na pewno rewelacyjny Urugwaj, na pewno efektowni jak nigdy Niemcy, ale i Ghana, i Paragwaj za mecz z Hiszpanią, i Chile za fazę grupową… W porównaniu do niemieckich MŚ, gdzie tak naprawdę pozytywnych zaskoczeń nie było prawie w ogóle, te mistrzostwa były dużo bardziej atrakcyjne. I dziwi mnie to wszechobecne narzekanie (chociaż jakby ostatnio trochę przycichło) – na klimat, na wuwuzele, na jabulani, na Afrykę, na poziom gry.

Mecz o trzecie miejsce predykcją finału?

Nie licząc wczorajszego meczu, na osiemnastu mistrzostwach świata odbyło się szesnaście meczów o trzecie miejsce (w 1930 roku nie rozegrano, w 1950 finałowa czwórka grała w grupie). Otóż w aż dwunastu przypadkach z tych szesnastu mecz o trzecie miejsce wygrał przegrany tego półfinału*, którego zwycięzca ostatecznie zdobył Puchar Świata. Tak było w czterech ostatnich mistrzostwach, wyjątki to lata 1934, 1970, 1986 i 1990.

Holendrzy się mogą pocieszać, że jeden z tych wyjątków to było akurat spotkanie Niemców z Urugwajem :).

Niemcy strzelili 11 bramek w fazie play-off, bijąc tym samym rekord licząc od wprowadzenia play-offów w obecnym formacie (od 1/8 po fazie grupowej, czyli od 1986 roku). Zagadka: kto był dotychczasowym rekordzistą?

PS. Co to było z tą nieuznaną bramką dla Niemców?

PS2. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że na tych MŚ sędziowie przyzwalają na dużo ostrzejszą grę niż na poprzednich wielkich imprezach. Aogo powinien wylecieć z boiska. Z drugiej strony, być może sędziowie boją się dawać kartek w obawie przed pochopnym wykluczeniem zawodnika z któregoś z następnych meczów (gdyż palanty z FIFA zniosły amnestię za kartki w fazie grupowej). Efekt jest taki, że taki van Bommel nie był wykluczony z żadnego meczu, a Thomas Müller nie zagrał w półfinale z powodu dwóch zupełnie niegroźnych fauli.

PS3. Komentatorzy ileś tam razy powtórzyli, że Urugwaj w 1990 roku nie wyszedł z grupy. Czy ja mam omamy pamięciowe przypominając sobie bramkę Fonseki w ostatniej minucie i potem mecz 1/8 z Włochami, czy komentatorzy po raz kolejny nie odrobili zadania?

 

* Lub – jak w 1974 i 1978 roku – druga drużyna grupy półfinałowej.

Pomidory i truskawki

 

Mundial się kończy, w związku z tym postanowiłem ogłosić własne nagrody Dojrzałych Truskawek dla jego pozytywnych bohaterów i Zgniłych Pomidorów – dla negatywnych. Na razie ogłaszam nominacje, w każdej kategorii zostawiam miejsce dla jednej nominacji, którą – mam nadzieję – wybiorą Szanowni Czytelnicy. Ogłoszenie ostatecznych nominacji, a potem wybór zwycięzców – po finale.

Kategorie są następujące:

Zgniłe Pomidory dla Trenera, Piłkarza i Sędziego,

Dojrzałe Truskawki dla Trenera, Piłkarza i Odkrycia (chyba, że ktoś uważa, że jakiś sędzia szczególnie zasłużył na Truskawkę),

Jedenastka Mistrzostw w podziale na bramkarzy, obrońców, defensywnych pomocników oraz – razem ujętych – ofensywnych pomocników i napastników (coś w rodzaju elastycznego 4-2-3-1).

Czekam na propozycje :).


Nominacje do Zgniłego Pomidora w kategorii: Trener

Fabio Capello – za to, że okazał się taktykiem na miarę Diego Maradony, a przy okazji skutecznie rozłożył atmosferę w drużynie.

Diego Maradona – za to, że okazał się taktykiem na miarę Fabio Capello, skutkiem czego dobra atmosfera nic nie mogła pomóc.

Vicente del Bosque – za upór w wystawianiu zawodnika, który jest wyłącznie ciężarem dla drużyny, i za ustawienie taktyczne skutecznie ograniczające możliwości drużyny.

Raymond Domenech – za całokształt.

…………..

Nominacje do Zgniłego Pomidora w kategorii: Piłkarz

Nicolas Anelka – za nadmierną szczerość w niezbyt odpowiednim momencie,

William Gallas i Patrice Evra – za żenujące awantury o opaskę kapitana,

Felipe Melo – za nieodpowiedzialność, która odebrała Brazylii szansę na tytuł,

Cristiano Ronaldo – za myślenie o sobie, a nie o drużynie

………………………..

Nominacje do Zgniłego Pomidora w kategorii Sędzia

Stephane Lannoy – za uznanie bramki strzelonej ręką i dopuszczenie do brutalnej gry w meczu Brazylia-Wybrzeże Kości Słoniowej,

Jorge Larrionda – za nieuznanie prawidłowo zdobytych bramek dla Serbii (w meczu z Australią) i Niemiec (w meczu z Anglią),

Ricardo Rosetti – za uznanie bramki ze spalonego w meczu Argentyna-Meksyk i brak odwagi cywilnej,

Yuichi Nishimura – za dopuszczenie do brutalnej gry w meczu Brazylia-Holandia,

……………………………

Nominacje do Dojrzałej Truskawki w kategorii: Trener

Joachim Löw – za sprawienie, że Niemcy grali najpiękniejszą piłkę na tych mistrzostwach,

Gerardo Martino – za pokazanie, jak powinno się grać z Hiszpanią,

Bert van Marwijk – za odmianę mentalności holenderskiej reprezentacji,

Milovan Rajevac – za udowodnienie, że afrykańska drużyna może być nie tylko waleczna i dobrze przygotowana fizycznie, ale także zdyscyplinowana i mądra taktycznie,

…………………………..

Nominacje do Dojrzałej Truskawki w kategorii: Piłkarz

Diego Forlan – za dojrzałość,

Bastian Schweinsteiger – za sprawienie, że nikt w Niemczech nie płacze po Ballacku,

Wesley Sneijder – za przywództwo, skuteczność, i za to, że się jeszcze nie pokłócił z van Persiem,

David Villa – za to, że uniósł ciężar odpowiedzialności za hiszpańską grę w ataku, który w całości przez większość mistrzostw spoczywał na nim.

…………………………..

Nominacje do Dojrzałej Truskawki w kategorii: Odkrycie

Andre Ayew – za dyscyplinę i dynamizm,

Sami Khedira – za świetną grę w odbiorze i dynamiczne wyjścia do przodu,

Thomas Müller – za zdumiewającą dojrzałość, waleczność, dyscyplinę, cztery bramki i ileś tam asyst,

Mesut Özil – za błyskotliwość i wizję,

…………………………..

Nominacje do Jedenastki Mistrzostw

Bramkarze: Iker Casillas (ESP), Eduardo (POR), Manuel Neuer (GER), Maarten Stekelenburg (HOL), …………

Obrońcy: Carles Puyol, Sergio Ramos (ESP), Philip Lahm, Arne Friedrich (GER), Giovanni van Bronckhorst (HOL), Jorge Fucile, Diego Lugano (URU), Paulo da Silva (PAR), Maicon, Juan (BRA), John Mensah (GHA), Fabio Coentrao (POR), ………….

Cofnięci pomocnicy: Sergio Busquets, Xavi (ESP), Bastian Schweinsteiger, Sami Khedira (GER), Egidio Arevalo (URU), Cristian Riveros (PAR), Javier Mascherano (ARG), Anthony Annan (GHA), ……………

Ofensywni pomocnicy i napastnicy: David Villa, Andres Iniesta (ESP), Dirk Kuyt, Wesley Sneijder, Arjen Robben (HOL), Thomas Müller, Miroslav Klose, Mesut Özil (GER), Diego Furlan, Luis Suarez (URU), Kevin Prince Boateng (GHA), Elano, Luis Fabiano (BRA), Gonzalo Higuain, Lionel Messi (ARG), Robert Vittek (SVK), ….………

 

Mistrzowie jedenzeryzmu

„Mecze wygrywa się atakiem, mistrzostwa obroną” głosi powiedzenie rodem z NBA. Prawdziwe jest jednak nie tylko w koszykówce, ale i w piłce nożnej, w szczególności na imprezach mistrzowskich. Zonal Marking zwrócił uwagę, że w poprzednich czterech MŚ mistrzem świata została drużyna, która w fazie pucharowej traciła bramkę (lub bramki) tylko w jednym meczu. Gdyby na tej podstawie typować wynik finału, faworyt byłby oczywisty i nie trzeba by czekać na dzisiejszy posiłek Paula: z jednej strony drużyna, która traciła bramkę w każdym meczu fazy pucharowej, z drugiej – która nie straciła jej ani razu. Jeśli dodać wyniki z ME, Hiszpanie nie stracili bramki w sześciu meczach fazy pucharowej z rzędu. Podejrzewam, że to seria absolutnie bez precedensu na takim poziomie.

Naprawdę nie wiem, jak to się dzieje, że Hiszpanie uchodzą przy tym za apostołów pięknego, ofensywnego futbolu. Nie byli nimi ani na Euro (chyba że w fazie grupowej), ani teraz. Powiedziałbym, że jest odwrotnie – wyspecjalizowali się w paraliżowaniu drużyn, które preferują właśnie ofensywną, bezpośrednią piłkę. Półfinał MŚ, zdecydowanie najlepszy jak dotąd występ Hiszpanów w RPA, dziwnie przypominał mi drugi ich półfinał – ten sprzed dwóch lat, z Rosją. Też grali z drużyną okrzykniętą rewelacją imprezy, i też kompletnie nie dali jej pograć. Mówiło się o kryzysie fizycznym, jaki dopadł Rosjan i mógł dopaść Niemców, mówi się o zbyt defensywnej taktyce Löwa, ale mam wrażenie, że to Hiszpanie swoją grą kompletnie zneutralizowali przeciwnika.

Czy więc muszą wygrać finał? Jeżeli do tej pory, prezentując w sumie słabszą grę, mając trenera, który konsekwentnie stosował sabotaż wystawiając napastnika kompletnie bez formy, wygrywali, jeśli w półfinale osiągnęli najwyższą jak dotąd formę, to wygrać na pewno powinni. Tylko… Brazylia też, według wszelkich znaków na niebie i ziemi, „powinna” wygrać z Holandią. I w sumie dalej nie potrafię zrozumieć, dlaczego przegrała.

7599

Emocje mundialowe i wyborcze spowodowały, że zupełnie niezauważona przeszła data 3 lipca 2010. Tymczasem – jeżeli za początek III RP przyjmiemy wybór Tadeusza Mazowieckiego na premiera – wczoraj był 7599. dzień jej trwania. To znaczy, że od wczoraj Trzecia trwa dłużej niż trwała Druga.

Niesamowite. Przecież ten rok 1989 to jakby wczoraj, mimo tego, że taki Thomas Müller urodził się dokładnie dzień po pamiętnym zasłabnięciu Mazowieckiego. I po raz kolejny uświadamiam sobie, jakimi szczęściarzami jesteśmy.

Przed Ćwierćfinałem

Takie mecze to prawdziwy koszmar kibica. Grają dwie drużyny, którym najbardziej życzę zdobycia mistrzostwa świata, i spotykają się już w ćwierćfinale. Tak było cztery lata temu, dokładnie tak samo jest w tym roku.

Argentyna to chyba ulubiona reprezentacja całego mojego pokolenia (z wyjątkiem tej jego części, która w pamiętnym ćwierćfinale kibicowała Gary’emu Linekerowi ;). Kto nie widział gry Diego Maradony w Meksyku, nie widział niczego i dopóki nie zobaczy na własne oczy, nie będę z nim dyskutował na temat, kto był piłkarzem wszech czasów. (Ostatnio gdzieś jacyś bluźniercy twierdzili, że Zidane był lepszy od Maradony – że też w kodeksie nie ma paragrafu na takich). Od tego czasu zawsze sympatyzowałem z Argentyną – i zawsze się rozczarowywałem (chociaż tak się składa, że prawie zawsze odpadała z innymi moimi ulubionymi drużynami: w 1994 roku z Rumunią, w 1998 z Holandią, w 2006 z Niemcami). W tym roku jednak są szczególne powody, żeby biało-niebieskim kibicować. Każdy z nich jest związany z Diego Armando Maradoną.

Po pierwsze: byłaby to chyba najbardziej niesamowita historia w dziejach mundiali. Człowiek, który niszczył swoje życie, który był na skraju przepaści, wraca i doprowadza drużynę do czegoś, co nie udało się Basilemu, Pasarelli, Bielsie czy Pekkermanowi… Po drugie: Maradona zagrałby w ten sposób na nosie całemu fifowskiemu establishmentowi, w szczególności człowiekowi, który firmując ten establishment rozmienia na drobne sławę drugiego najwybitniejszego piłkarza wszech czasów, a ostatnio zajmuje się głównie przysrywaniem Diego. Po trzecie: zagrałby na nosie znawcom, którzy dyskwalifikowali (i dalej dyskwalifikują) jego decyzje kadrowe, kierując się raczej osobistymi czy klubowymi sympatiami, a nie troską o wynik Argentyny. Zostawiając na boku już Cambiasso czy Zanettiego, ile to się nasłuchaliśmy na początku turnieju o tym, że powinien grać Milito, że Higuain jest słaby… Tymczasem Higuain ma szansę na tytuł króla strzelców, zaś Milito w meczu z Grecją nie pokazał literalnie nic.

Gdybyż to Argentyna grała z Brazylią, Holandią czy Hiszpanią – nie miałbym żadnych dylematów. Niestety, po drugiej stronie stoi reprezentacja Niemiec. Nigdy nie byłem hejterem Niemców, ale też przez ostatnie kilkanaście lat (po odejściu pokolenia Matthäusa, Klinsmanna czy Hässlera) nie było za bardzo czym się zachwycać. Od czasu jednak, kiedy kadrą następców Beckenbauera zajmuje się Joachim Löw (najpierw jako asystent Klinsmanna, potem jako samodzielny trener), gra ona coraz bardziej atrakcyjną piłkę, a w kadrze pojawiają się coraz nowsi, zdolni młodzi zawodnicy. Jednak te MŚ to jest skok jakościowy nawet w porównaniu do bardzo udanych przecież MŚ ’06 i ME ’08. Patrząc na grę dwudziestolatków Löwa (zwłaszcza Özila i Müllera, ale Khedira niewiele gorszy) mogę tylko rozdziawiać gębę z zachwytu i zdziwienia. Najbardziej mi się podoba, że w dobie szalonej popularności tiki-taki, gdy celem w samym sobie staje się posiadanie piłki, a kibice jarają się bramkami strzelonymi po czterdziestu czy pięćdziesięciu podaniach, Niemcy przywracają wiarę, że w piłce nożnej chodzi jednak o strzelanie bramek, a prawdziwie piękna akcja bramkowa może składać się z trzech-czterech podań na pełnej szybkości (jak ta albo ta).

Tak więc grają dwie fascynujące drużyny: jedna fascynuje swoją historią i legendą, druga stylem na tych mistrzostwach. Jaka szkoda, że Niemcy nie strzelili sobie bramki w meczu z Ghaną – jestem pewien, że już cieszyliby się wtedy z miejsca w półfinale i mogliby się spotkać z Argentyną w powtórce finału z 1986 czy 1990. A tak – jedna z nich, niestety, musi odpaść.