Europa bez granic?

Jesteśmy, razem z większą częścią Unii Europejskiej, w strefie Schengen, nie ma kontroli na granicach, zbliżamy się (czasami szybciej, czasami wolniej) do unii walutowej – ale ciągle dla turysty jadącego sobie na wycieczkę wjeżdżanie do kolejnego państwa wiąże się z uciążliwościami – często znacznie większymi niż konieczność pokazania paszportu.

Wyobraźmy sobie, że turysta jedzie pociągiem. Oto przejazd w taryfie międzynarodowej jest, z niezrozumiałych powodów, znacznie droższy niż przejazd w taryfie któregokolwiek z krajów, przez które akurat turysta chce jechać. Oczywiście to się da obejść, kupuje się jakiejś przejściówki – ale wygodne toto nie jest. Ale cena nie jest największym problemem – po prostu połączeń transgranicznych najnormalniej w świecie nie ma, albo jest ich bardzo mało. Dwa największe miasta Górnego Śląska są położone jakieś 100 kilometrów od siebie. Bez przesiadek można się dostać z jednego do drugiego tylko EuroCity albo nocnymi pospiesznymi. Połączenia z przesiadkami też są niezbyt dogodne.

Za chwilę Katowice i Ostrawę będzie łączyła autostrada. Ale co z tego, skoro po przekroczeniu granicy nie będzie można jechać dalej tą autostradą, tylko trzeba się będzie zatrzymać, wysiąść i kupić winietę? Zresztą kupowanie winiet na przejazd raz na kilka miesięcy kilkunastu kilometrów nie będzie się opłacać, pewnie więc zamiast jechać dalej autostradą kierowcy będą zjeżdżać na drogę lokalną. Mam nadzieję, że system mikropłatności za przejazd drogami płatnymi się rozwinie, na razie bowiem jadąc na krótkie wycieczki po czeskich Beskidach zastanawiam się, czy przypadkiem nie wpadłem na jakąś płatną drogę i czy za chwilę nie zwinie mnie policja.

Internet przez komórkę. Super jest będąc na wycieczce w górach móc sprawdzić, o której mamy powrotny autobus albo sprawdzić prognozę pogody na następny dzień. Tylko że znowu – wystarczy znaleźć się w Czechach albo na Słowacji, żeby koszty takiej użyteczności wzrosły drastycznie. Unia zabrała się za to całe komórkowe towarzystwo, ale w dalszym ciągu niewystarczająco – bo ceny roamingu nie mają żadnego ekonomicznego uzasadnienia, poza rentą oligopolisty. Tak czy owak, z komórkowego internetu za granicą nie korzystam (a w sumie potrzebę skorzystania z niego miałbym głównie za granicą :).

W sumie to wcale nie jestem pewien, czy dzisiaj wyjazd do Czech czy na Słowację jest mniej bezproblemowy niż te kilka lat temu, kiedy nie byliśmy jeszcze ani w Schengen ani w Unii, a pogranicznicy w Cieszynie i Mostach skrupulatnie wbijali pieczątki.

PS. Granice istnieją także w mózgach dziennikarzy informujących o powodzi. Doskonale rozumiem, że więcej mówią o Bogatyni niż o Frydlandzie, bo w końcu koszula bliższa ciału (chociaż np. z mojego punktu widzenia jest wręcz odwrotnie, bo we Frydlandzie byłem, a w Bogatyni nie). Ale… jak się ich czyta, to odnosi się wrażenie, że to jest jakaś zupełnie inna powódź, że przez Liberec przepływa zupełnie inna rzeka niż przez Zgorzelec. Nic nowego zresztą.

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s