Najbardziej degresywny system podatkowy świata

Znalezione przed chwilą u Trystero:

Jeżeli to jest prawda (a wygląda to jak najzupełniej wiarygodnie), to jest to po prostu szokujące. I gdyby w Polsce była jakakolwiek sensowna lewica, to z tego jednego wpisu zrobiłaby platformę wyborczą.

Niestety, zamiast sensownej lewicy mamy pajaców z SLD, obwiniających ministra finansów za ceny benzyny, tudzież pajaców z Krytyki Politycznej, którym się mylą zyski z przychodami. I dlatego będzie tak jak jest.

Ysomania

Zakochałem się w tej płycie od pierwszej minuty pierwszego przesłuchania, które miało miejsce zaraz po jej wydaniu, czyli 27 listopada 2006 roku (uprzedzając złośliwe komentarze: tak, daty pierwszych randek z ważnymi dla mnie osobami też pamiętam, chociaż może z większym trudem). Wtedy pisałem, że starczy jej na wiele miesięcy odkrywania. Ale nie miałem odwagi postawić jej dziesiątki, ale nie sądziłem, że w ciągu tych czterech i pół roku przesłucham ją – lekko licząc – ponad tysiąc razy, że nie tylko wybiorę ją swoją płytą dekady, ale będę skłonny umieszczać ją w gronie kandydatów do miana albumu wszech czasów, a dwa utwory z niej zmieściłbym w swojej dziesiątce Topu Wszech Czasów (gdyby ktoś je zmieścił w zestawie do głosowania…). Ostatni raz tak mi odbiło na punkcie pojedynczej płyty gdzieś za kadencji selekcjonerskiej Andrzeja Strejlaua.

Przez ostatnie tygodnie Ysomania weszła w nową, ostrzejszą fazę. Oto objawy:

– zacząłem szczegółowo analizować teksty, doszukiwać się różnych interpretacji i porównywać je z interpretacjami innych freaków,

– sprawdziłem, co to jest Hydrocephalitic listlessness,

– zacząłem się zastanawiać nad zakupem e-booka Visions of Joanna (30 dolców z przesyłką, rozbój), czy nawet książki papierowej (100 dolarów),

– stwierdziłem, że jeśli kiedyś będę miał córkę, to będzie miała na imię Emilia,

– płaczę słuchając Only Skin,

– płaczę myśląc o Only Skin,

– jestem skłonny uwierzyć w istnienie Opatrzności, bo jak racjonalnie wytłumaczyć taki skumulowany przypływ natchnienia,

– zaczynam się doszukiwać w Ys (i w innych płytach artystki) odniesień do własnego życia.

Czy to nie zaczyna być obsesja?

 

Dyskryminacja ze względu na rodzaj dyskryminacji

Nigdy nie akceptowałem instytucji selekcjonera w klubach. Ok, nie żeby mi osobiście specjalnie przeszkadzała – po prostu nie włóczę się po klubach, ale też w życiu bym się nie zgodził, aby ktoś oceniał, czy jestem wystarczająco trendy i cool, żebym zasługiwał na wpuszczenie do jakiegoś klubu. Dlatego też cieszy mnie zakaz selekcji, jaki ma być wprowadzony w Warszawie – ale martwi mnie, że nie chodzi o ogólną zasadę, jaką powinien być zakaz dyskryminacji, ale o szczególny rodzaj dyskryminacji, dyskryminację z powodu koloru skóry.

Oczywiście to dobrze, że walczy się z rasizmem, a za rasistowskie wypowiedzi sprzed kilkunastu lat powinno się wstydzić (chociaż nie wszyscy to rozumieją). Problem w tym, że rasizm nie jest jedynym rodzajem dyskryminacji, i wcale nie wiem, czy jest rodzajem dyskryminacji ważniejszym niż inne. Tymczasem zarówno politycznie poprawnym mediom, jak i władzom Warszawy, nie przeszkadzała selekcja w klubach, dopóki dotyczyła tylko: ludzi niewystarczająco modnie ubranych, niewystarczająco cool, w nieodpowiednim wieku, nieodpowiednio zarabiających. Problemem się zrobił, gdy zaczęła dotyczyć ludzi o nieodpowiednim kolorze skóry.

Śledziłem ostatnio w internetach dyskusję o Biurowej Klasie Średniej. Aż biło z niej od klasistowskich odniesień. Mam wrażenie, że ludzie, którzy z pełną gorliwością tępią wszelkie przejawy rasizmu, seksizmu czy dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, klasizm (a także np. dyskryminację ze względu na miejsce pochodzenia) w pełni zinternalizowali.