Jak nie skorzystałem z oferty OF

Mam jakąś tam lokatę w Open Finance. W związku z tym zadzwoniła do mnie miła pani z tej firmy z fantastyczną propozycją niezwykle korzystnej oferty tylko dla najlepszych klientów. Aby z takiej oferty skorzystać, musiałbym umówić się na jakieś popołudnie z doradcą w placówce OF.

Odpowiedziałem pani, że jeśli oferta jest rzeczywiście taka wspaniała, to bardzo chętnie ją przyjmę, ale ponieważ popołudniami nie pojawiam się na ogół w centrum Katowic, zapraszam doradcę do siebie na herbatę i ciasteczka korzenne. Gdyby natomiast nie mógł wpaść, proszę o przedstawienie mi tej niezwykle korzystnej oferty telefonicznie lub mailowo. Pani powiedziała, że zapyta doradcy, po czym po kilku godzinach… ponownie zaprosiła mnie do placówki.

O co chodzi? Ja widzę przynajmniej dwa powody, dla których lepiej zwabić klienta do siedziby niż przedstawić ofertę mailem:

1. Klient nie będzie miał możliwości porównania na bieżąco tej oferty z innymi, znalezienia w niej różnych haczyków, słabych punktów etc.

2. Skoro już klient poświęcił swój czas i wybrał się do placówki, to będzie bardziej skłonny podpisać umowę, nawet jeśli będzie nie do końca satysfakcjonująca.

Słowem, nowy (a może wcale nie taki nowy, przecież różni sprzedawcy garnków od dawna tak działali) chwycik marketingowy.

Metoda się rozpowszechnia – wczoraj zadzwonił do mnie mój dostawca internetu i również zaprosił do swojej siedziby do podpisania nowej umowy. Tyle że jednak po moim proteście zgodził się wysłać ją mailem…