Dallas kontra Dynastia

Nie miałem pisać o finale NBA, ale najpierw wymyślił mi się taki fajny tytuł, a potem stwierdziłem, że szkoda by było, żeby się zmarnował. Co prawda pisanie o dynastii z Miami to jest póki co dzielenie skóry na niedźwiedziu, ale nic nie wskazuje na to, żeby ten gwiazdozbiór w następnych latach miał być słabszy niż w tym, a skoro już teraz jest na najlepszej drodze do wygrania ligi…

Oczywiście moje sympatie w tym finale są bardzo jasno określone – ostatnio tak jasno chyba były, gdy kibicowałem Stocktonowi i Malone’owi w ich walce z Chicago Bulls. Uzasadnień jest wiele, większość z nich mocno szowinistycznych:

1. Ejdżystowskie – jak mam nie kibicować drużynie, w której najważniejsze role odgrywają wciąż zawodnicy urodzeni w latach siedemdziesiątych, a podstawowy rozgrywający jest starszy ode mnie (tak, tacy ludzie nie tylko żyją, ale uprawiają sport na najwyższym poziomie),

2. Rasistowskie – jak mam nie kibicować drużynie, której zwycięstwo podważyłoby stereotyp, w myśl którego białasy nawet jeśli potrafią skakać, to nie potrafią doprowadzić swojej drużyny do zwycięstwa w lidze (chyba że nazywają się Larry Bird)?

3. Dla sprawiedliwości dziejowej – bo obie drużyny spotkały się już w finale pięć lat temu i wtedy Miami w zwycięstwie pomogli, w dość powszechnej opinii, sędziowie,

4. Przez niechęć do budowania drużyny metodą Manchesteru City, albo innych Lejkersów – czyli ściągania polujących na mistrzowski pierścień supergwiazd,

5. Przez niechęć do supergwiazd, którzy w taki sposób na pierścień polują,

6. Przez szacunek dla supergwiazdy, która choć mogłaby w taki sposób na pierścień zapolować, pozostaje wierna swojemu klubowi, kibicom i jakiemuś tam etosowi dawnego NBA.

O uzasadnieniach patriotycznych już nie wspomnę, bo tylko jakieś niezrozumiałe lenistwo tłumaczy fakt, że jeszcze żaden dziennikarz nie znalazł Dytkowi Nowickiemu jakiegoś polskiego (albo przynajmniej śląskiego) pradziadka. Warto jeszcze przypomnieć, że w Dallas miał grać Marcin Gortat (choć otwiera się jeszcze pytanie, czy wtedy też znaleźliby się w finale ligi).

Tak więc powodów do kibicowania Dallas jest aż nadto, ale wszystko wskazuje na to, że skończy się ono tak samo, jak wspomniane kibicowanie Utah w finałach 1997 i 1998. Może i all-starów w Mavericks jest dużo, ale większość z nich all-starami była w czasach prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego. Trzech na jednego to banda łysego. Mój typ: Dynastia w pięciu meczach.