Utrata ciągłości kulturowej

Właśnie przeczytałem newsa na gazecie.pl, w którym Robert Radwański zapowiedział, że arogancji Szarapowej Agnieszka przeciwstawi się “siłom i godnościom osobistom”. I oczywiście pod newsem natychmiast tabun purystów rzucił się do poprawiania błędu i wyzywania redaktora od nieuków.

Wydawało mi się, że tego po prostu nie można nie znać. 

Nędza liberalnej publicystyki

Skończyłem właśnie “Opowieść arcypolską” Semki, chwilę wcześniej przeczytałem “O jednym takim…” Piotra Zaremby. Można się z wieloma ocenami zawartymi w tych książkach nie zgadzać, autorzy nie ukrywają swoich sympatii (które i tak są skądinąd znane), ale mimo wszystko są to rzetelne, uczciwe i warte przeczytania biografie obu braci Kaczyńskich.

Czy taką biografię byłby w stanie napisać dziennikarz z innego obozu ideowego niż prawicowa “Rzeczpospolita”, ktoś, kto działalność Kaczyńskich ocenia krytycznie? Chętnie bym taką książkę przeczytał, ale mam wrażenie, że ona jednak nie powstanie.

Ale to już nie chodzi o samych Kaczyńskich – w ich przypadku emocje są na tyle silne, że niektórym wyłączają zdolność analitycznego myślenia. Ale jak to się dzieje, że ja, zwolennik liberalnego centrum z lekkim przesunięciem na lewo, czytam ostatnio prawie wyłącznie albo Żakowskiego i lewaków z “Krytyki Politycznej”, albo prawaków z “Rzepy” i okolic? Dlaczego centrowa publicystyka stała się tak kompletnie jałowa intelektualnie? Dlaczego po przeczytaniu dwóch kolejnych numerów “Polityki” w następnym tygodniu kupiłem “Uważam Rze”?

Oczywiście jednym z powodów może być autocenzura intelektualna – obawa, że to, co napiszemy, stanie się wodą na młyn złych Kaczorów i uprawdopodobni ich powrót do władzy. Dziennikarze “Polityki” (zdaje się Władyka i Janicki) napisali to explicite. Moim zdaniem nic nie usprawiedliwia tego, że ludzie, których obowiązkiem zawodowym jest analizowanie polskiej polityki i dostarczanie wniosków z tych analiz czytelnikom, stają się propagandystami. To jest po prostu brak szacunku dla czytelnika, którego się traktuje jak idiotę i dokonuje wyboru za niego zamiast dostarczyć mu przesłanek do dokonania tego wyboru. Ale chyba nie tylko o to chodzi.

Semka zacytował czyjąś wypowiedź a propos działań rządu Tuska: “nigdy w polityce nie chodziło o tak mało”. I może to właśnie jest odpowiedź. Zamiast dyskusji, sporu, wymiany argumentów – bezpieczniej jest przygotować jedną czy drugą wrzutkę propagandową, jakiegoś Palikota, pośmiać się z czyjegoś wzrostu albo stanu cywilnego. Bo w sumie tak naprawdę niewiele poza tym zostaje. To jest skuteczne – na krótką metę. I bardzo niebezpieczne. Jeżeli jedynymi powodami, przez który ludzie nie będą głosować na Kaczyńskich, ma być strach przed ich rządami i ich obciachowość, to gdy z jakiegoś powodu ludzie przestaną się ich bać i patrzeć na nich jako obciachowych, nie zostanie nic. Przecież tak już było po Smoleńsku – z jednej strony żałoba zmyła maskę obciachu, z drugiej trafna kampania zredukowała strach przed prezydenturą Jarosława. Efekt – wybory przegrał dosłownie o włos. I mam wrażenie, że ani politycy Platformy, ani sympatyzujący z nimi publicyści nie wyciągnęli z tamtej kampanii żadnych wniosków. A gdy ludzie się zorientują, że jedni mówią do nich poważnie, a inni stosują tylko socjotechnikę, będzie już za późno.