Nędza liberalnej publicystyki

Skończyłem właśnie “Opowieść arcypolską” Semki, chwilę wcześniej przeczytałem “O jednym takim…” Piotra Zaremby. Można się z wieloma ocenami zawartymi w tych książkach nie zgadzać, autorzy nie ukrywają swoich sympatii (które i tak są skądinąd znane), ale mimo wszystko są to rzetelne, uczciwe i warte przeczytania biografie obu braci Kaczyńskich.

Czy taką biografię byłby w stanie napisać dziennikarz z innego obozu ideowego niż prawicowa “Rzeczpospolita”, ktoś, kto działalność Kaczyńskich ocenia krytycznie? Chętnie bym taką książkę przeczytał, ale mam wrażenie, że ona jednak nie powstanie.

Ale to już nie chodzi o samych Kaczyńskich – w ich przypadku emocje są na tyle silne, że niektórym wyłączają zdolność analitycznego myślenia. Ale jak to się dzieje, że ja, zwolennik liberalnego centrum z lekkim przesunięciem na lewo, czytam ostatnio prawie wyłącznie albo Żakowskiego i lewaków z “Krytyki Politycznej”, albo prawaków z “Rzepy” i okolic? Dlaczego centrowa publicystyka stała się tak kompletnie jałowa intelektualnie? Dlaczego po przeczytaniu dwóch kolejnych numerów “Polityki” w następnym tygodniu kupiłem “Uważam Rze”?

Oczywiście jednym z powodów może być autocenzura intelektualna – obawa, że to, co napiszemy, stanie się wodą na młyn złych Kaczorów i uprawdopodobni ich powrót do władzy. Dziennikarze “Polityki” (zdaje się Władyka i Janicki) napisali to explicite. Moim zdaniem nic nie usprawiedliwia tego, że ludzie, których obowiązkiem zawodowym jest analizowanie polskiej polityki i dostarczanie wniosków z tych analiz czytelnikom, stają się propagandystami. To jest po prostu brak szacunku dla czytelnika, którego się traktuje jak idiotę i dokonuje wyboru za niego zamiast dostarczyć mu przesłanek do dokonania tego wyboru. Ale chyba nie tylko o to chodzi.

Semka zacytował czyjąś wypowiedź a propos działań rządu Tuska: “nigdy w polityce nie chodziło o tak mało”. I może to właśnie jest odpowiedź. Zamiast dyskusji, sporu, wymiany argumentów – bezpieczniej jest przygotować jedną czy drugą wrzutkę propagandową, jakiegoś Palikota, pośmiać się z czyjegoś wzrostu albo stanu cywilnego. Bo w sumie tak naprawdę niewiele poza tym zostaje. To jest skuteczne – na krótką metę. I bardzo niebezpieczne. Jeżeli jedynymi powodami, przez który ludzie nie będą głosować na Kaczyńskich, ma być strach przed ich rządami i ich obciachowość, to gdy z jakiegoś powodu ludzie przestaną się ich bać i patrzeć na nich jako obciachowych, nie zostanie nic. Przecież tak już było po Smoleńsku – z jednej strony żałoba zmyła maskę obciachu, z drugiej trafna kampania zredukowała strach przed prezydenturą Jarosława. Efekt – wybory przegrał dosłownie o włos. I mam wrażenie, że ani politycy Platformy, ani sympatyzujący z nimi publicyści nie wyciągnęli z tamtej kampanii żadnych wniosków. A gdy ludzie się zorientują, że jedni mówią do nich poważnie, a inni stosują tylko socjotechnikę, będzie już za późno.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s