Z pamiętnika hejtera

Ciężko jest być hejterem drużyny, którą wszyscy wokół się zachwycają i uważają za jedną z najwybitniejszych w historii. Wiem o tym, sam przeżywałem podobne doświadczenia, jakich dzisiaj doznają antyfani FC Barcelona. W 1988 roku serdecznie nie znosiłem zdobywającej właśnie mistrzostwo Europy reprezentacji Holandii. Do dzisiaj bez problemu jestem w stanie wymienić nazwiska sędziów, którzy utorowali jej drogę do finału (Horst Brummeier, który uznał gola, który według ówczesnych przepisów został strzelony ze spalonego – i to przeciw “mojej” Irlandii – a potem Ion Igna, dyktujący karnego po jaskółce van Bastena w półfinale). Finał natomiast wygrała tylko dlatego, że na skutek idiotycznych przepisów (w myśl których liczyły się również kartki z eliminacji) wykluczony z niego został najlepszy radziecki obrońca Oleg Kuźniecow, który w meczu grupowym kompletnie wybił piłkę z głowy Ruudowi Gullitowi. Do dzisiaj zresztą uważam tamtą Holandię za najbardziej przereklamowanego mistrza Europy w  historii, a opinie stawiające ją wyżej od Francji ’84 uważam za objaw skrajnego subiektywizmu, żeby nie powiedzieć ślepoty.

Trzech najważniejszych zawodników kadry Michelsa wylądowało w AC Milan – i oczywiście w związku z tym zostałem hejterem Milanu Sacchiego, który wiosną 1989 zdobył PMK i opinię jednej z najwybitniejszych drużyn w historii (tak naprawdę dzięki raptem dwu meczom).  Później przerzuciłem się na koszykówkę i kibicowałem wszystkim kolejnym przeciwnikom Byków, a potem patrzyłem, jak przekręty sędziowskie na rzecz Los Angeles Lakers zabierają szansę na tytuł Portland z Pippenem (długi cień Jordana?), a potem Sacramento Kings. W piłce – rywalizacja w Lidze Mistrzów była na tyle zróżnicowana i urozmaicona, że nie było czasu, żeby kogoś zacząć nienawidzić. (Może poza Realem del Bosque, ale ich uwielbiałem za ten mecz i tę bramkę). I dopiero teraz jest drużyna, która tak zdominowała zarówno rozgrywki ligowe, jak i europejskie, która gra w tak wyjątkowym i niepowtarzalnym stylu, która wywołuje takie zachwyty – że doczekała się reakcji w postaci masowego hejtingu. Mowa oczywiście o Barcelonie Guardioli.

Hejterom Barcelony udało się parę rzeczy. Po pierwsze, tak naprawdę nie ma dyskusji o tym, czy Barcelona Guardioli zasługuje na miano klubowej drużyny wszech czasów. Bo nie można porównywać, bo Real, Ajax, Bayern, Milan itp. Otóż jestem przekonany, że jak najbardziej porównywać można – wszechstronność (czy drużyna jest w stanie osiągać sukcesy na różnych polach), poziom dominacji (jaki procent meczów drużyna wygrywa i jak wielką przewagę ma nad swoimi rywalami), nie mówiąc już o (choć to kryterium bardziej subiektywne) jak bardzo unikatowy jest styl drużyny i jak bardzo jest nowatorska taktycznie. Z drużyn wymienianych jako kandydaci do miana KDWC, odpadają Real (co z tego, że pięć PMK z rzędu, skoro w kraju dawał się pobić Barcelonie i Athleticowi), Milan (analogicznie: w sezonach 89 i 90 przegrane tytuły do Interu i Napoli, a bilans ligowych zwycięstw wynosi mało imponujące 55%), o Bayernie w ogóle nie ma co mówić. Lepiej już wyglądałby Liverpool Paisleya (którego z jakiegoś powodu się w tych zestawieniach drużyn wszech czasów nie wymienia, zupełnie nie wiem dlaczego), a naprawdę imponujący jest bilans Ajaxu – w dwóch sezonach nie tylko PMK i mistrzostwo, ale 88% zwycięstw w lidze! Jednak i 80% Barcelony z ostatnich dwóch sezonów (77% z trzech) to nie w kij dmuchał. Jeżeli komukolwiek drużyna Guardioli ustępuje, to tylko zatem genialnemu Ajaxowi z początku lat 70. – chociaż jeszcze należałoby uwzględnić poziom rywali w tamtej Eredivisie i obecnej La Liga.

Po drugie, udało się utrwalić mema o rzekomej pomocy sędziów dla Barcelony. Czytam o pucharach z gwiazdką, ktoś rozpowszechnia bilanse Barcelona vs Mourinho “w pełnym składzie” (że niby, jak drużyny Mourinho grają w pełnym składzie to nie przegrywają). Zazdroszczę im skuteczności – nazwisko Horsta Brummeiera pamiętam tylko ja i pewnie jeszcze jacyś zasuszeni Irlandczycy, ale nazwisko Ovrebo znane jest na całym świecie. Nie twierdzę przy tym, że Ovrebo rzeczywiście nie podjął decyzji korzystnych dla Barcelony – problemem jest jednak fenomenalna wybiórczość i pamiętanie tylko tych meczów, w których sędziowie się mylą na korzyść Katalończyków. Gdy w obu zeszłorocznych półfinałach podejmowane są bardzo kontrowersyjne decyzje drużynę Guardioli krzywdzące, o żadnej gwiazdce nie ma przecież mowy (a przecież gdyby nie tamten dwumecz, Barcelona miałaby wszelkie szanse wygrać LM trzy razy z rzędu). O tegorocznym półfinale i w ogóle o czerwonych kartkach drużyn Mourinho już nawet nie ma co pisać – jak pomysłem na pokonanie blaugrana ma być ostra, fizyczna gra, to każdy rozsądny człowiek jest świadom, że konsekwencją takiej gry jest większe ryzyko kartek. To, że mniej mówi się o brutalności Pepe, a więcej o aktorstwie Daniego Alvesa, oznacza, że przynajmniej w czwartym elemencie* przeciwnicy Barcelony po raz kolejny byli górą. 

Ostatnio hejterzy zaczęli rozpowszechniać kolejny mem – że spokojnie można wygrać dwumecz z Barceloną grając w jej stylu, i gdyby Nicklas Bendtner był lepszym napastnikiem, to Arsenal spokojnie pojechałby z Katalończykami. Oczywiście, trudno ten argument odrzucić – gdyby Sagna był Alvesem, Koscielny Puyolem, Fabregas Xavim, Walcott Messim a Bendtner Villą, to wynik dwumeczu mógłby być odwrotny. A tak… w rewanżu Barcelona oddała 17 strzałów na bramkę, Arsenal 0. Naprawdę marudzenie, że Arsenal przegrał przez niewykorzystane sytuacje, jest zabawne (już bardziej można podyskutować o przypadkowej czerwonej kartce van Persiego, która na pewno ułatwiła gospodarzom zadanie).

Jest jeszcze jeden czynnik przenoszący hejting antybarceloński na wyższy poziom – pojawienie się w Polsce kibolstwa międzynarodowego. Mam wrażenie, że u nas  rywalizacja Real-Barcelona jest doprowadzana do jakiegoś absurdu i tylko czekać, aż dojdzie do jakichś ustawek na parkingu przy autostradzie. Na razie ustawki odbywają się w internecie. Zdalni fani Realu nie mogą przeżyć, gdy ktoś docenia ich rywala (choć sami powinni go docenić – Utah Jazz na pewno łatwiej jest pogodzić się z finałowymi porażkami, gdy mają świadomość, że przegrali z nie byle jaką drużynką, ale Bykami Jordana, Pippena, Rodmana i Kukoca), i każdego, kto to robi, wsadzają do szufladki pt. kibic Barcelony. Do tego rozpleniają się jak zaraza i wpełzają na większość forów i blogów, gdzie się prowadzi rozmowy o piłce. Kibol (nie w rozumieniu Donalda Tuska i Michała Szadkowskiego, tylko rozumiany jako osoba zacietrzewiona, z którą nie da się porozmawiać o wadach ulubieńców i zaletach rywali) po prostu zabija jakąkolwiek dyskusję.

Nie tylko o piłce.

*Czwarty element – termin zaczerpnięty z brydża. W brydżu jak wiadomo są trzy elementy każdego rozdania – licytacja, rozgrywka i wist. Czwartym elementem, dla niektórych znacznie ważniejszym niż trzy poprzednie, jest dyskusja po rozdaniu i zapisaniu wyniku.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s