Ateiści i agnostycy

Wczoraj miałem okazję uczestniczyć w pewnej dyskusji na temat religii, w trakcie której usłyszałem tezę, że agnostycy to konformiści. W sumie podobny pogląd formułował, o ile pamiętam, Dawkins w Bogu urojonym. Zdaję sobie sprawę, że dla ateistów brak wystarczająco mocnego poparcia dla tezy o nieistnieniu boga/bogów może się wydawać przejawem konformizmu, czy nawet zdradą. Tak jak dla fanów PO/PiS zdradą może być brak odpowiedniego stosunku emocjonalnego do Smoleńska czy krzyża na Krakowskim Przedmieściu.

Czytając Boga urojonego, który był swoją drogą dużo lepszy niż myślałem że będzie przed przeczytaniem, nie mogłem jednak odeprzeć wrażenia, jak bardzo reaktywna jest to książka. Pokazuje zło płynące z religii (przy okazji wielokrotnie popadając w nonsensy, na przykład gdy przekonuje, że wojna w Jugosławii była wojną religijną), przede wszystkim jednak – zbija kolejne argumenty teistów. Przy okazji nadając im odpowiednią wagę. Zdaję sobie sprawę, że mnie łatwo mówić, w końcu w Polsce – przy całej jej katolickości – nie przedstawia się w szkole kreacjonizmu jako równoprawnego światopoglądu. Mimo to uważam, że Dawkins, którego zasługi dla popularyzacji nowoczesnej teorii ewolucji można śmiało porównać do zasług Hawkinga dla popularyzacji nowoczesnej fizyki, rozmienia się na drobne takimi polemikami.

I tak sobie właśnie w toku tej dyskusji pomyślałem, że ateizm sam w sobie jest światopoglądem reaktywnym. Jest reakcją na założenie o istnieniu boga/bogów. Teiści twierdzą, że Bóg jest, ateiści, że boga nie ma – ale dla obu istnienie/nieistnienie istoty najwyższej jest centralnym punktem światopoglądu. Tymczasem agnostycy mają po prostu inne rzeczy do roboty niż zajmowanie się niefalsyfikowalnymi hipotezami. Że niby to jest konformizm?