Podatki dla bogatych

Dawno nie przeczytałem w “Polityce” nic tak inspirującego jak tekst (na razie tylko w wersji papierowej) o historii PIT w Polsce. Dzięki artykułowi Solskiej możemy przyjrzeć się, na podstawie jakich założeń i wartości budowano system podatkowy w Polsce. I dlaczego ten system wygląda jak wygląda.

Na początku lat 90. na całym świecie funkcjonowały systemy progresywne i choćby nawet Leszek Balcerowicz bardzo chciał, nie mógł wprowadzić systemu liniowego – raczej do takiego precedensu nie byłby w stanie przekonać parlamentu. Ówcześni twórcy systemu finansowego zrobili jednak wiele, żeby ten system jak najbardziej “odprogresywnić”. Zaprojektowali mało progów, pod pretekstem, że podatnik nie zrozumie systemu z dużą liczbą progów. Ustanowili relatywnie niską kwotę wolną. Co najważniejsze natomiast, nie uwzględnili w systemie jakichkolwiek odliczeń uzależnionych od liczby dzieci na utrzymaniu podatnika – mimo że w systemach wielu krajów europejskich, na których nasz PIT się wzorował, takie odliczenia były. W artykule Solskiej pojawia się określenie “koszmar” dotyczące francuskiego systemu ilorazowego, w którym podstawa opodatkowania jest po prostu dzielona przez liczbę członków rodziny. Nie wprowadzono ani takiego rozwiązania, ani uzależnienia kwoty wolnej od liczby dzieci – a niewielka ulga prorodzinna znalazła się w systemie podatkowym dopiero za ministerium Zyty Gilowskiej. Co więcej, dzisiaj ta ulga ma być podobno pierwsza do likwidacji w toku ewentualnych działań oszczędnościowych.

Nie było więc ulg prorodzinnych, zaprojektowano natomiast sporo ulg adresowanych wyłącznie (czy przede wszystkim) do najbogatszych podatników. Ulga budowlana dla budujących domy, odliczenie wydatków na obligacje skarbowe… To ostatnie była wręcz surrealistyczne – państwo nie dość że płaci ciężkie odsetki właścicielom obligacji, to jeszcze robi im dobrze ulgą podatkową. Do tego sporo furtek napisanych tak, żeby mogli korzystać z nich wtajemniczeni – sławetne darowizny, renty czy parę innych przebojów podatkowych lat 90.

Jestem przekonany, że taki system mógł przejść tylko dlatego, że posłowie nie do końca wiedzieli, co uchwalają (to nie jest zarzut, nikt z nich nie mógł mieć przecież doświadczeń z systemem podatkowym kapitalistycznego państwa) i dlatego zdali się na urzędników z Ministerstwa Finansów i ekspertów. A ci wpisali do ustawy rozwiązania motywowane ideologicznie i napisane “pod siebie”.

Muszę się przyznać, że długo byłem wyznawcą Leszka Balcerowicza (zresztą w dalszym ciągu jestem skłonny go bronić za 1990 rok, bo krytycy porównujący Polskę z Czechami czy Słowenią zapominają o ogromnej różnicy sytuacji początkowej). Przeszło mi podczas debaty na temat reformy podatkowej za rządu Buzka. Balcerowicz wtedy proponował, w drodze do podatku liniowego, wprowadzenie dwóch stawek – bodaj 22% i 32%. Kwoty wolne i progi były tak ustawione, że korzystali na tym podatnicy najbiedniejsi i ci z drugiego (i trzeciego) przedziału, natomiast ci z górnej połowy pierwszego przedziału tracili. Sam zaliczałem się do tych tracących, ale byłem to skłonny zaakceptować – dla idei i dla dobra Polski. Problem polegał na tym, że Balcerowicz potraktował mnie jak nie potrafiącego liczyć idiotę, wmawiając, że “na nowym rozwiązaniu zyskają wszyscy podatnicy”. Wcześniej mój szacunek i zaufanie do niego były oparte na założeniu, że traktuje mnie poważnie. Momentalnie przestałem go szanować i mu ufać.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s