Kto się oburza

W byciu blogerem ważne jest dużo czasu i szybki refleks. Nie zdążyłem wczoraj napisać o sobotnim proteście Oburzonych, a dzisiaj już temat został dokładnie przemiędlony we wszystkich mediach, włącznie z megaflejmem u WO. (Naprawdę niezły oddźwięk medialny jak na dwustuosobową demonstrację). Przy czym aż głupio się przyznać, ale zgadzam się nie tylko z WO (który trafnie dostrzega wtórność postulatów polskich Oburzonych i ich nieprzystawanie do kontekstu społeczno-ekonomicznego w Polsce), ale i z Gadomskim, gdy mówi, że jakoś nikt ani w Grecji, ani w Hiszpanii, ani w USA się nie Oburzał, gdy trwała ta hossa oparta na zadłużaniu się i spekulacji. Oburzenie zaczęło się dopiero, gdy się okazało, że długi jednak trzeba spłacić.

Żakowski pisze, że wyjaśnieniem innego zainteresowania protestami Oburzonych na Zachodzie i w Polsce jest to, że tam pamiętają czasy bardziej sprawiedliwego kapitalizmu sprzed Reagana i Thatcher, gdy my nie mamy się do czego odwołać. Bardzo wątpię, żeby tak było. Po pierwsze – dwudziestoletni protestujący w Hiszpanii osobiście lat 70. nie pamiętają. Po drugie – akurat w Hiszpanii (ale i w Grecji) nie było nigdy żadnego “sprawiedliwego kapitalizmu”, tylko dyktatura wojskowa. Po trzecie, ja w ogóle w hasłach hiszpańskich Oburzonych nie widzę żadnego programu społecznego, tylko koncert życzeń. Z tych wszystkich ruchów protestu zdecydowanie najbliżej mi do okupujących Wall Street. Oni mają jakieś konkretne hasło – bardziej sprawiedliwy podział dochodów i zmuszenie bankierów do ponoszenia odpowiedzialności za to, co robią. Hasło, z którym trudno się nie zgodzić. Natomiast słuchając indignados, mam wrażenie, że oni wcale nie oczekują “bardziej sprawiedliwego kapitalizmu” – nie, oni oczekują systemu, w którym ktoś (państwo?) się nimi zaopiekuje, zapewni pracę (niezależnie od wykształcenia), tanie mieszkanie, darmową edukację i opiekę zdrowotną. Bez refleksji, ile to ma kosztować i jakie są tego konsekwencje. Wydaje mi się, że w Polsce (i generalnie w całej północnej Europie – indignados to jest jednak przede wszystkim zjawisko południowoeuropejskie) jest większe poparcie dla wizji świata, w której odpowiedzialny za swój sukces życiowy jestem przede wszystkim ja sam, a państwo ma mi tylko go ułatwić (np. dając szansę na wykształcenie). Co oczywiście nie wyklucza wspierania tych, którzy tego sukcesu nie osiągnęli (vide Skandynawia czy Niemcy).

Jeszcze jedno. Dyskurs pt. “bogate dzieci z prywatnego liceum, które nie mają pojęcia o prawdziwym życiu” przywołuje dość niefajne skojarzenia (choćby z 1968 rokiem i “bananową młodzieżą”). No ale co ja poradzę, że tak to właśnie wygląda. Gdyby ktoś z nich miał choćby jakiś realny kontakt z rynkiem pracy, być może treść postulatów byłaby inna. Mnie na przykład uderzył brak postulatu zmiany systemu podatkowego w stronę większej progresji. Ale… w przeciwieństwie do ogólnych życzeń większej szczęśliwości, na tym postulacie ktoś by stracił. Między innymi, jak sądzę, rodzice Oburzonych.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s