80 lat kompleksu

Jak co roku laicy pytają się, dlaczego nasz narodowy tour nazywa się Tour de Pologne? Przecież zdecydowana większość narodowych wyścigów, zarówno tych najbardziej znanych, jak i tych drugoligowych (Volta a Portugal czy Österreich-Rundfahrt) ma nazwy w swoich rodzimych językach. I jak co roku pada argument o osiemdziesięcioletniej tradycji. Należałoby raczej mówić o osiemdziesięcioletnich kompleksach. Tak jak osiemdziesiąt lat temu chcieliśmy mieć wyścig “prawie taki jak Tour de France”, tak chcemy mieć teraz. Mimo że czasami wygląda to groteskowo.

 

Doceniam to, co zrobił Czesław Lang – z imprezy zupełnie prowincjonalnej zrobił w ciągu niecałych dwudziestu lat wyścig rangi ProTour. Zastanawiam się jednak, czy istnienie tego wyścigu w obecnym kształcie niesie jakąś wartość dodaną – dla polskiego kolarstwa, dla polskich kibiców, dla Polski jako całości? Czy wyścig promuje polskich kolarzy, daje im szanse rywalizacji z silnymi zagranicznymi rywalami? Czy zwiększa zainteresowanie kolarstwem w Polsce? Czy buduje pozytywny obraz Polski – i miast organizatorów – za granicą? Na każde z tych pytań moim zdaniem odpowiedź brzmi “nie”.

 

Pewnie, nie wszystko jest zależne od Langa. Możliwość występowania w TdP kolarzy z polskich grup została skutecznie zablokowana przez (idiotyczne swoją drogą) zasady ProTouru. Przesunięcie wyścigu na lipiec spowodowało, że ci, którzy walczyli w TdF, są zmęczeni, a ci, którzy nie walczyli, traktują polski wyścig jako formę nabicia kilometrów przed Vueltą.  Góry w Polsce specjalnie nie urosły. (Można by co prawda zrobić etap do Czech czy Słowacji, na Pradziad, Martinską albo Kubinską holę na przykład. Całkiem porządne wzniesienia. Lang nie chce jednak dzielić się wyścigiem z sąsiadami, za to wymyślił sobie w tym roku wycieczkę do Włoch). Ale na przykład na jakość transmisji TV, która skutecznie zniechęca kibiców do oglądania wyścigu i ośmiesza Polskę w oczach zagranicznych fanów kolarstwa, organizatorzy wyścigu jakiś wpływ już powinni mieć.

Ale przede wszystkim – ja cały czas myślę, że głównym problemem TdP jest brak autentycznej mocnej tradycji i zainteresowania kibiców. Stąd Lang jest tak bardzo uzależniony od sponsorów i TVP, stąd nie może jej podskoczyć, stąd te niesławne rundy i eksperymenty z bonifikatami. Stąd wreszcie tak nachalna propaganda sukcesu prowadzona przez jego ekipę.

Nie mogę przeboleć, że Lang nie zdecydował się na współpracę z Czechami przy Wyścigu Pokoju. Tamten wyścig – w odróżnieniu od TdP – miał tradycję, zainteresowanie kibiców, budził emocje. I nawet w latach 90., gdy stracił dawną otoczkę, był po prostu ciekawy. Obstawiam, że o postawieniu na TdP, a w szczególności o jego wsparciu przez media (TVP), zadecydowały względy ideologiczne. Mamy więc wyścig, który jest sukcesem organizacyjnym, sportowym, ale który nie porwał serc polskich kibiców – i obstawiam, że to mu się nie uda nigdy.