Przeczytane: Jan Sowa – Fantomowe ciało króla

Nieźle mnie rozbawiła dyskusja o właśnie przeczytanym Fantomowym ciele króla Jana Sowy. Oto jeden z recenzentów doszukał się (poniekąd słusznie) u Sowy pewnego pokrewieństwa poglądów ze stańczykami i Dmowskim – i od razu obawia się, że obecna postendecka prawica weźmie sobie jego książkę na sztandar. Och, gdyby obecna prawica czytała takie książki i przejmowała się nimi, zamiast łykać bajki o dawnej świetności Rzeczypospolitej, Polska byłaby lepszym miejscem.

 

Dostrzegam u lewicy tendencję, żeby nie daj Boże w niczym nie być kojarzoną z “endeckimi poglądami” – nawet jeśli ten “endecki pogląd” głosi, że dwa razy dwa równa się cztery. Otóż rzeczywiście w Myślach nowoczesnego Polaka jest i o zacofaniu Polski, i o niedorozwoju mieszczaństwa, i o przyczynach tego stanu rzeczy, jakim był monopol polityczny szlachty, która skutecznie sobie blokowała konkurencję. Żadna z tych tez nie wydaje mi się specjalnie kontrowersyjna. Kontrowersyjna nie jest jeszcze nawet opinia, że Żydzi byli w dawnej Rzeczypospolitej niejako wygodnym dla rządzącej warstwy szlacheckiej substytutem mieszczaństwa – tyle że Dmowski (między innymi) na tej przesłance buduje antysemicki światopogląd. Otóż z fałszywości wniosku wcale nie musi wynikać fałszywość diagnozy. Krytyka szlacheckiego ustroju Rzeczypospolitej formułowana przez stańczyków i Dmowskiego była słuszna i lewica nie ma się co wstydzić, że ma na ten temat podobne zdanie. Co więcej – jestem głęboko przekonany, że dzisiaj szlachetczyzna jest bardziej szkodliwa niż myślenie kategoriami endeckimi i tam, gdzie endecy zwalczają różne nurty szlachetczyzny (np. w publicystyce Ziemkiewicza czy ostatniej książce Zychowicza) jak najbardziej z nimi sympatyzuję. (Oczywiście trzeba jeszcze rozróżniać, co jest “endeckie”, a co nie – w szczególności bawi mnie doszukiwanie się “endeckości” w głęboko przesiąkniętym szlachetczyzną PiS-ie).

 

Samą książkę Sowy pochłonąłem. I chociaż jest ona nierówna, chociaż za często się odrywa od historyczno-socjologicznego konkretu w filozoficzne rojenia, chociaż przydałaby się większa dbałość o historyczne szczegóły, choć gdzieniegdzie autor wysuwa wnioski zbyt daleko idące, to jest to jedna z najmocniejszych i najaktualniejszych syntez historycznych ostatnich lat.

 

O napisie na krzyżu na Przełęczy Legionów

Przy okazji pobytu w Ukraińskich Karpatach odświeżyłem sobie wiedzę na ich temat – a we wszystkich przewodnikach i innych wydawnictwach o Gorganach nie może zabraknąć informacji o walkach Legionów w czasie I Wojny Światowej. Jak wiadomo, pamiątką po tych walkach jest słynny krzyż na przełęczy Rogodze Wielkie (nazwanej później Przełęczą Legionów) z następującym napisem:

Młodzieży Polska, patrz na ten krzyż,
Legiony Polskie dźwignęły go wzwyż,
Przechodząc góry, lasy i wały,
Dla Ciebie: Polsko! I dla twej chwały.

Otóż pierwotny napis, wyryty podobno bagnetem przez Adama Szanię, miał inną treść:

Młodzieży Polska, czy widzisz ten krzyż,
Legiony Polskie dźwigały go wzwyż,
Na znak potrzeby walki i trudu,
Dla sprawy Polski, dla sprawy ludu.


Krótko mówiąc – “sprawa ludu” po odzyskaniu niepodległości przestała być istotna. Zarówno dla władzy przedmajowej, jak i dla sanacji. Pewne schematy się jednak powtarzają ze zdumiewającą regularnością…

 

Tak przy okazji – irytuje mnie, jak bardzo zwiedzając dzisiejszą Ukrainę jesteśmy skupieni na swojej historii, jak bardzo próbujemy się dowartościować podkreślając rzekomą świetność tych obszarów za czasów polskich i kontrastując ją z dzisiejszym upadkiem (przypominam, że chodzi o jedną z najbardziej zacofanych prowincji zacofanej II RP), jak bardzo podkreślamy polski wkład w budowę każdej co efektowniejszej budowli (nawet jeśli zbudowało je państwo austro-węgierskie, a nie polskie). Jeśli polskie myślenie o Kresach jest kolonialne, to myślenie o Huculszczyźnie ten kolonializm skupia w pigułce.