Zamiast rankingu prezydenckiego

Nie będzie w tym roku tradycyjnego rankingu prezydenckiego – nie ma w tym roku właściwie żadnych kandydatów, na których mógłbym ewentualnie głosować, a zastanawianie się, czy bardziej mi odpowiada Korwin, czy jednak kandydat Ruchu Narodowego (do tego fan Józefa Piłsudskiego… jeżeli była jedna rzecz, w której zgadzałem się z narodowcami, to była to niechęć do kultu marszałka, i nawet tę mi odebrali) przestało być zabawne.

 

W innych okolicznościach mógłbym rozważyć głos na Janusza Palikota. Problem polega na tym, że jego kariera polityczna i tak nie ma przed sobą żadnych perspektyw, więc z punktu widzenia strategicznego byłby to głos zmarnowany. Palikot mógł zrezygnować z kandydowania i dać zielone światło Barbarze Nowackiej, której kandydatura mogła być akceptowalna nie tylko dla TR, ale i (wyborców i aparatu) SLD, a także dla zwolenników lewicy niechętnych żadnej z establlishmentowych partii (takich jak piszący te słowa). Niestety, ambicja zwyciężyła, a sam przewodniczący nie ma szans uciułać więcej niż parę procent, co będzie wynikiem bez znaczenia dla przyszłości lewicy.

 

Jedyną prawdziwie lewicową kandydatką i moim pierwszym wyborem była Anna Grodzka, ale nie zebrała podpisów. Oczywiście przeszkodziła jej orientacja seksualna, która skutecznie przesłoniła dziennikarzom i komentatorom jej program społeczny (okazało się, że w Polsce bycie gejem już nie musi przeszkadzać w wyborach, ale bycie transseksualistką zdecydowanie tak), oczywiście przeszkodziła jej dywersja ze strony Wandy Nowickiej, ale też nie da się ukryć, że te wybory po raz kolejny potwierdziły wyczerpanie się dotychczasowej formuły niezależnej lewicy, która znów nie potrafiła zebrać podpisów.

 

Dlatego z tak wielką nadzieją witam inicjatywę Razem.

 

Nie tylko dlatego, że jest to (wreszcie!) inicjatywa łącząca zdecydowanie lewicowy program społeczny z progresywnym i racjonalistycznym programem światopoglądowym – więc odpowiada mi na wszystkich trzech wymiarach politycznego kompasu. Inaczej niż palikotowcy, którzy co prawda są progresywni i racjonalistyczni, ale gospodarczo liberalni, i inaczej niż Zieloni, którzy są progresywni i (o tyle o ile) prosocjalni, ale niekoniecznie racjonalistyczni. (Chwiejne stanowisko Anny Grodzkiej w sprawie szczepień kosztowało ją poparcie przynajmniej paru znanych mi osób). Także dlatego, że – z tego co widzę – inicjatorzy nowej partii mają świadomość błędów popełnianych wcześniej i silną wolę uniknięcia ich. A okazja jest jedyna w swoim rodzaju, bo pole się oczyszcza – zarówno SLD jak i TR już nawet przestają się określać jako lewica, zresztą obie partie są na najlepszej drodze do zejścia ze sceny politycznej. Więc jeśli nie teraz budować nową lewicę, to kiedy?