Rozważania przedtokijskie

Będą to dziwne igrzyska, przesunięte o rok, bez kibiców, w ścisłym reżimie sanitarnym, nawet medale zawodnicy będą sobie wręczać sami. Nie wiadomo, jakie obostrzenia covidowe będą miały wpływ na rywalizację – oby jak najmniejszy, bo trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś zostanie wykluczony z igrzysk i skierowany na kwarantannę.

W każdym razie czytam, jak to te igrzyska powinny być dla reprezentacji Polski lepsze niż poprzednie cztery z tej dekady – gdzie konsekwentnie zdobywała ona 10-11 medali – i przyznaję, że kompletnie się z tym nie zgadzam. Owszem, kierując się jako prognostykiem poprzednimi mistrzostwami świata, to w samej lekkiej atletyce, wioślarstwie i kajakarstwie – trzech sztandarowych w tej chwili naszych dyscyplinach, od których będzie w największym stopniu zależała ocena występu w Tokio – zdobyć 14 medali. Problem polega na tym, że od lat wiadomo, że trudno nam na igrzyskach powtórzyć wyniki z MŚ. Nawet w wioślarstwie, które od lat na igrzyskach nie zawodzi, wynik na MŚ 2019 był tak fenomenalny, że powinniśmy się spodziewać zwykłej “regresji do średniej”.

Jeśli natomiast lekkoatleci, wioślarze i kajakarze zawiodą, to nie ma w tej chwili dyscypliny, która byłaby w stanie ich zastąpić. Ciężary, które miały nieprzerwaną serię medalową od 1956 roku, są od afery Zielińskich w rozsypce, wzloty medalowe polskiego pływania czy kolarstwa były oparte przede wszystkim na talencie jednej osoby.

Poniżej tabela z polskimi zdobyczami medalowymi na letnich igrzyskach od Melbourne 1956. Widać, jak straciliśmy – raptownie – pozycję sportach walki, i jak nie potrafimy jej od 20 lat ani odbudować, ani zrekompensować gdzie indziej.

A jak będzie w Tokio?

Sporty walki: mamy tu 18 reprezentantów/ek (co ciekawe, tylko 6 mężczyzn). Żadne z nich nie jest faworytem do medalu, ale krótkie drabinki i jednak pewna losowość tych konkurencji pozwalają myśleć, że być może uda się jakiś medal wyszarpać, tak jak na trzech ostatnich igrzyskach. Prognoza: 0-1, wartość spodziewana: 0,5.

Lekka atletyka: jakoś tak w ostatnich latach jest, że na mistrzostwach świata i Europy polskim lekkoatletom udaje się prawie wszystko, a na igrzyskach – dużo mniej. Realnie rzecz biorąc, faworytami czy przynajmniej mocnymi kandydatami do medali reprezentanci Polski są w młocie i oszczepie. Tylko że: oboje oszczepnicy mieli problemy zdrowotne, Paweł Fajdek ma przez cały sezon ogromny problem z rzutami spalonymi, co w połączeniu z jego “olimpijską klątwą” zupełnie nie pozwala spokojnie myśleć o rywalizacji w Tokio, a Anita Włodarczyk miała tylko jedne zawody na poziomie czołówki światowej. Nie wierzę w medale średniodystansowców ani Piotra Liska, a sztafeta… w tym momencie wygląda na to, że rywalki są w lepszej formie, a nasze zawodniczki cały czas zmagają się z problemami zdrowotnymi (ostatnio z kolei Justyna Święty). Prognoza: 3-4, wartość spodziewana: 3,5.

Wioślarstwo i kajakarstwo: problem polega na tym, że mamy wiele łódek, które mają realne szanse medalowe, ale bardzo niewiele takich, które są do medali pewniakami (tak jak w Rio pewniaczkami były Fularczyk-Madaj, a w Pekinie Dominatorzy). Nawet czwórka podwójna kobiet, która za takie pewniaczki do medalu uchodziły jeszcze przed pandemią, dziś mają groźne rywalki. Na MŚ 2019 było rewelacyjnie, jeśli z Tokio uda się przywieźć połowę tego, to będę bardzo zadowolony. Prognoza: 2-4, wartość spodziewana: 3,3.

Szermierka: drużyna szpadzistek jest od lat w ścisłej czołówce światowej i ma pełne podstawy by myśleć o medalu. Prognoza: 0-1, wartość spodziewana: 0,6.

Sporty zespołowe: jeśli nie teraz, to kiedy? Problem w tym, że dokładnie tak samo mówiliśmy o siatkarzach osiem i cztery lata temu. Abstrahując od “klątwy ćwierćfinału”, ekipa Heynena jest po prostu mocna i w rywalizacji z wszystkimi poza Brazylią będzie faworytem. Oprócz siatkarzy jest też ekipa koszykarzy 3×3, którzy nie muszą pokonać wielu rywali, by zdobyć medal – a z wszystkimi mogą powalczyć.

Tenis: to będzie bardzo dziwny turniej, wielu czołowych tenisistów do Tokio się nie wybiera, inni będą grać tam z marszu i trudno szacować szanse, ale biorąc pod uwagę ostatnie występy Świątek, Hurkacza, a nawet Linette czy Kubota na pewno są w szerokim gronie osób, które mogą się do strefy medalowej przebić. Zwłaszcza że obok singli szanse są także w deblach i mikście. Prognoza: 0-1, wartość spodziewana: 0,5.

Kolarstwo: w Rio były dwa medale, w Tokio Maja Włoszczowska jest o pięć lat starsza, a Rafał Majka (podobnie jak Michał Kwiatkowski) o wiele dalej od światowej czołówki. Największe szanse mają torowcy (Mateusz Rudyk), ewentualnie Katarzyna Niewiadoma na szosie. Prognoza: 0-1, wartość spodziewana: 0,4.

Inni: brak pewniaków, trochę możliwych niespodzianek. Katarzyna Wasick w pływaniu? Windsurferzy, na których tak liczono w Rio, przywiozą medal teraz, gdy się o nich w ogóle nie mówi? Ktoś ze strzelców będzie miał swój dzień jak Sylwia Bogacka w Londynie? Może okaże się, że siódme miejsce ciężarowca osiągnięte w Tokio będzie za pięć lat – po dyskwalifikacji czterech rywali – warte medalu? Albo że rywalki Aleksandry Mirosław pospadają ze ścianki i otworzy się przed nią szansa na medal w wieloboju? Albo w ogóle ktoś spoza grona nawet tych, o których mówi się jako kandydaci do niespodzianki, jak Oktawia Nowacka w Rio? Prognoza: 0-2, wartość spodziewana: 1.

Razem: przy bardzo udanych igrzyskach może być nawet 15 medali, ale łączna “wartość spodziewana” wyszła mi 10,8, czyli w zaokrągleniu 11. Każdy medal powyżej tej liczby, zwłaszcza jeśli będzie więcej złotych niż w Rio, pozwoli uznać występ Polski za sukces.