Wybór

Czytam “Wybór” Tuska i Applebaum.

Zasadnicza uwaga: są to autorzy, którzy mają sporo do powiedzenia. Nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy.

Uwaga druga: to jest książka publicystyczna, a nie analityczna czy historyczna. I dlatego nie ma się co w niej spodziewać realnej oceny własnych działań z przeszłości. Kiedy np. Tusk mówi o orbanizmie: “przygnębiający był brak zdecydowanej reakcji polityków na węgierski odwrót od demokracji”, pisze tak naprawdę o sobie jako byłym premierze dużego europejskiego państwa i szefie jednej z dwóch największych frakcji Europejskiej Partii Ludowej w latach 2010-14. Tylko ta rozmowa brzmi, jakby orbanizm zaczął się wczoraj, a nie 12 lat temu. Bodaj jedyny raz Tusk mówi o biciu się w piersi, gdy wspomina o swojej wierze w “koniec historii”.

Uwaga trzecia: książka powstawała w innej rzeczywistości historycznej, czyli przed 24 lutego 2022. Akurat blok “ukraiński” książki jest jednym z jej najlepszych fragmentów – DT i AA trafnie interpretują esej Putina o Ukrainie, na który kompletnie nie zwróciliśmy wtedy w Polsce uwagi. Bez ogródek opisują słabość polityki Europy, w szczególności Niemiec, wobec Putina (ciekawe czy ten fragment przeczytali z jednej strony nasi prawaccy propagandyści, z drugiej prof. Kisiłowski). Może uderzać z obecnej perspektywy, że DT dość niepoważnie traktuje Zełeńskiego (i opisuje go jako motywowanego zemstą wobec Poroszenki), może uderzać też przedstawienie przez AA Ukrainy jako państwa nie działającego (co pewnie przez lata było prawdą, ale przez ostatnie miesiące jesteśmy raz za razem zaskakiwani, jak dobrze to państwo działa w tak krytycznych warunkach). Smutno się czyta natomiast obecnie wychwalanie zjednoczonej węgierskiej opozycji i Marki-Zaya jako “węgierskiego Bidena”.

Co ciekawego/inspirującego/kontrowersyjnego ma Tusk do powiedzenia?

  1. Że skuteczni politycy powinni reprezentować emocje większości, a nie mniejszości. Czyli że tak należy zbudować podział polityczny, żeby reprezentować większość, a nie mniejszość. Przy czym wyciąga z tego daleko idące wnioski:

    “Są takie obszary, gdzie liberalny czy centrowy polityk po prostu nie ma czego szukać. Na przykład wchodzenie w Bałkanach, w Polsce czy na [sic!] Ukrainie w ostry spór o prawa LGBT z całą pewnością uniemożliwi stworzenie większości, która będzie w stanie wygrać wybory. (…) To jest dziś autentyczny problem lewicy, zresztą nie tylko w Polsce: bardzo głębokie zaangażowanie w mniejszościowe projekty”.

    Nie jestem co prawda tak wybitnym politykiem liberalnego centrum jak Tusk, ale mam wrażenie, że patrzy cały czas na polskie społeczeństwo 2014, a nie 2021.

2. Powyższe stosuje się zdaniem DT także w związku z uchodźcami. Tusk zarzuca Merkel, że jej “szlachetna otwartość” przyczyniła się do zaostrzenia kryzysu 2015 roku. Mówi: “to nie znaczy, że jesteśmy jako Europa w stanie przyjąć wszystkich, którzy z różnych powodów chcą zamieszkać na naszym kontynencie”. Kryzys migracyjny jest w ogóle w optyce Tuska wydarzeniem kluczowym, tak bardzo kluczowym, że dzięki reakcji na kryzys 2015 Orbán wygrał wybory trzy lata później (pytanie, dlaczego wygrał wybory w 2010 i 2014).

3. Uderzające jest kompletne zepchnięcie przez autorów na drugi plan kwestii ekonomicznych. Applebaum co prawda przyznaje, że lata 90. to był “trudny okres dla Rosji i Rosjan”, ale ubolewa, że Putinowi udała się reinterpretacja tego “okresu prawdziwej wolności”. Otóż to, że lata 90. to był okres prawdziwej wolności dla złodziei i przekręciarzy, to nie był wymysł Putina. Jeśli Rosjanom demokracja (od 1993 coraz bardziej ograniczona) i wolność kojarzyła się z biedą i bezkarnym złodziejstwem, to trudno się dziwić, że Putin łatwo demokrację i wolność Rosjanom zohydził. Tusk mówi o wielu naprawdę różnych rzeczach, o gospodarce nie mówi de facto nic. I odnoszę wrażenie, że nie jest ona dla niego istotna.

4. Podoba mi się generalne przesłanie tej książki. Że chociaż stoimy przed dramatycznym wyzwaniem, a przyszłość demokracji na całym świecie jest zagrożona, nie wolno się poddawać i wpadać w defetyzm. Jakie to ma przełożenie na działania polityczne – to inna sprawa. I o tym tak naprawdę ta książka nie traktuje.