Za ile pojechalibyście do Machaczkały?

Samuel Eto’o będzie grał w Anży Machaczkała, na stole leży propozycja dla Daniego Alvesa. W dyskusji nad transferem Kameruńczyka, i w ogóle w różnych dyskusjach nad transferami, zawsze pada pytanie w stylu: Co się dziwicie? Kto z Was zrezygnowałby z propozycji dwukrotnie wyższych zarobków? Otóż ja się tam jednak dziwię.

Zarabiam trochę mniej niż Eto’o czy Alves, i teoretycznie użyteczność wyższego wynagrodzenia powinna być dla mnie większa niż dla nich – a jednak gdyby ktoś złożył mi propozycję przeniesienia się do innego miasta w Polsce za dwukrotnie wyższe wynagrodzenie niż obecnie, raczej bym propozycji nie przyjął. (Chyba że praca sama w sobie byłaby wyjątkowo fajna i atrakcyjna). A do takiego Dagestanu… żebym w ogóle zaczął się zastanawiać nad taką ofertą, musiałaby opiewać na kwotę o rząd wielkości wyższą niż moje obecne wynagrodzenie. Dlaczego więc piłkarscy krezusi, którzy mogliby już do końca życia utrzymywać się na niezłym poziomie z odsetek, łykają takie propozycje?

Oczywiście rozumiem, że może zachowuję się jak target “Faktu”, który oburza się zarobkami członków rządu na poziomie kilkunastu tysięcy złotych, gdyż dla niego są to niewyobrażalne kwoty. Dla mnie podobnie niewyobrażalne są wynagrodzenia rzędu kilkuset tysięcy euro miesięcznie (swoją drogą to aż zabawne: premier, od którego zależą perspektywy kilkudziesięciu milionów ludzi, zarabia dwieście razy mniej niż jakiś kopacz, od którego zależy… właściwie co? Dopiero stawiając takie porównanie, widzimy, jak absurdalne są stawki w światowej piłce). Być może dla Alvesa czy Eto’o dodatkowe kilkaset tysięcy euro miesięcznie to jest kwestia decydująca o spełnianiu potrzeb z kolejnego poziomu piramidy Maslowa. Ale to nie jest normalne.

Za łatwo rozgrzeszamy chciwość, za łatwo traktujemy chciwość jako normalną. To oczywiście nie tylko sportu dotyczy.

Często w takich dyskusjach pojawia się argument, że piłkarz musi maksymalizować swoje dochody, bo musi zarobić na całe życie po karierze sportowej. Otóż: po pierwsze, piłka jest w tej chwili tak rozbudowanym biznesem, że oferuje naprawdę wiele miejsc pracy dla byłych sportowców. Trener, działacz, sędzia, scout, komentator, agent – wszędzie można wykorzystywać swoje nazwisko i doświadczenie i zarabiać… może nie kilkaset tysięcy euro miesięcznie, ale tyle, żeby spokojnie wystarczyło na życie bez naruszania kapitału. Po drugie – nawet poza biznesem piłkarskim (czy ogólnie: sportowym) nazwisko i marka wyrobiona na boisku oraz różne umiejętności zdobyte dzięki uprawianiu sportu mogą być kapitalnym punktem wyjścia do kariery, o wiele bardziej istotnym niż formalne wykształcenie. (Chyba nigdy WO nie okazał się tak totalnym ignorantem jak wtedy, gdy użalał się nad biednymi sportowcami, którzy zmarnowali najlepsze lata kariery zawodowej i teraz cierpią nędzę – i jedynym przykładem, jaki udało mu się znaleźć, była Agata Wróbel, która akurat dokładnie jego tezę obalała). Po trzecie – ja też nie mam zielonego pojęcia, czy będę pracował w swoim zawodzie za kilkanaście lat, czy będę musiał przekwalifikować się i zdobywać od nowa doświadczenie w nowej dziedzinie. Nikt z nas zresztą nie ma. To jest jeden z powodów, dla których tak staram się zarządzać swoimi finansami, żeby bez problemu przeżyć sytuację, że w przyszłości będę zarabiał wyraźnie mniej niż obecnie. Czy sportowcy tak robią? 78% gwiazd NFL i 60% gwiazd NBA bankrutuje w kilka lat po zakończeniu kariery. Dla mnie to jest po prostu niepojęte.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s